sobota, 1 października 2011

Victorian Romantic Tarot [8]


RYDWAN
Archetyp: Wymarsz bohatera.
Określenie: Rydwan [niem.]: 1. Starożytny pojazd konny, dwukołowy, o nadwoziu w postaci niewielkiej platformy, z osłoną z przodu i boków, przeznaczony dla 1 lub 2 wojowników, powożony z pozycji stojącej; używany do walki oraz podczas triumfalnych wjazdów po zwycięskiej bitwie; opisanemu wozowi nazwę „rydwan” nadali mylnie polscy historycy w XIX wieku, a utrwaliła literatura piękna; w starożytnym Rzymie rydwany dwukonne nazywano bigami; czterokonne – kwadrygami; 2) w wieku XVII-XVIII w Polsce popularny czterokołowy, duży wielokonny, kryty skórą wóz podróżny do przewozu ludzi lub transportu towarów.
Powszechna Encyklopedia PWN

Siódmy Wielki Arkan Tarota jest często jest nazywany arkanem kierunkowym. W poprzednim arkanie, nasz bohater [Wędrowiec] stał przed dylematem – pozostać przy rodzicach, czy zdecydować się na wymarsz z domu, w którym się wychował. Jak uczy życie – zdecydowana większość, znajduje partnera/partnerkę, z którą postanawia iść przez życie – założyć rodzinę, mieć dzieci, które należy wychowywać, zapewnić im warunki do nauki, a późnij być przygotowanym na to, że… opuszczą rodzinny dom. Dotychczasowe karty przedstawiały obrazy [raczej] statyczne, by w Siódmym Wielkim Arkanie ukazać dynamiczną scenę, niekiedy trochę brawurową, w której rydwanik popisuje się swoimi umiejętnościami.

Jak zawsze, zestawiam obok siebie dwie karty, by mieć możliwość ich porównania. Te z prawej – z talii Rider Tarot, posiadają wiele symboli, wyraźnie zaznaczonych, natomiast w kartach z lewej strony, – w Victorian Romantic Tarot, symbole skrywają się w subtelny sposób, w plastycznych, barwnych obrazach, które za każdym razem odsłaniają coś nowego, coś, czego do tej pory nie było nam dane zobaczyć. Dlatego uważam, że talie Tarota typu Victorian Romantic są stworzone głównie do medytacji, co nie wyklucza stosowanie ich do dywinacji. W telewizorze, widziałem wróżkę, która Tarota Medytacyjnego – Mandala Duszy używała do rozkładów.

Najczęściej w Siódmym Wielkim Arkanie mamy możliwość oglądać rydwan poruszający się po ziemi. Tu natomiast widzimy go w powietrzu, który jest nieco „zmodyfikowany”, a rydwanikami są… Kobiety. Od razu nazuwa się pytanie: Czy chciałbym spróbować jazdy w tym udziwnionym pojeździe? Bez wahania odpowiadam – Tak, chciałbym. Warto byłoby podjąć ryzyko, dołączyć do grona czterech Kobiet, zajmując miejsce obok Nich. Napęd rydwanu stanowią stworzenia z krainy fantazji – „uskrzydlone psy”. Ich otwarte pyski z wyraźnie widocznymi ostrymi zębami świadczą, że kierowanie nimi wymaga niezwykłych umiejętności, co w połączeniu z dynamiką jazdy, staje się jeszcze trudniejsze. Rydwan kieruje się w kierunku Ziemi. Istnieje niebezpieczeństwo, że „lądowanie” – moment zetknięcia się z Ziemią, może być – mówiąc najdelikatniej – „dosyć twarde”. Kiedy popatrzymy na koła rydwanu, to okaże się, że wyglądają one masywnie. Można być spokojnym o to, że wytrzymają próbę lądowania. Pozostałe elementy rydwanu są mało widoczne, ponieważ zakrywa je, zwiewna, niebieska suknia „główno powożącej”. Za jej placami stoi druga z Kobiet, która dzierży w ręce cienką, czarodziejską pałeczkę. Ma ona na głowie welon, który symbolizuje czystość i jeszcze coś więcej. Dwie pozostałe „pasażerki” tego rydwanu mają na sobie ubrania w różnych kolorach. Jedna jest w sukni o barwie biskupiej – fioletowej, co może świadczyć, że jest ona osobą niezwykle uduchowioną. Druga z nich ma strój takiego samego koloru, jak zaprzężone zwierzęta. Czyżby to właśnie Ona miała z nimi kontakt duchowy, a może i psychiczny, a co za tym idzie - kierowała nimi z tylnego miejsca? [Ciekawy temat do medytacji]. Każda z Kobiet odpowiada za bezpieczeństwo jazdy – ich role są podzielone tak, żeby szczęśliwie dotrzeć do celu. Można być spokojnym, że podróż skończy się szczęśliwie. Wszystkie Kobiety panują nad instynktami zaprzężonych zwierząt, nie używając do tego siły fizycznej, która mogłaby stać się przeszkodą bezpiecznej podróży. Uzupełnieniem tego obrazu jest piękne niebo, a na nim ubywający Księżyc [Bogini Śmierci – Hekate], od którego rydwan się oddala, pędząc ku Ziemi.

Przemyślenia. Wydaje mi się, że każdy z nas jest rydwanikiem, przynajmniej w ograniczonym zakresie. Małe dziecko, które jedzie rowerkiem, pod czujnym okiem rodziców, musi ze swojej strony zachować ostrożność, by nie upaść i nie nabić sobie guza. Pozostając przy rydwanie – rowerze, jest mi dane, kilka razy w ciągu roku oglądać rydwaniczki, które ścigają się na rowerach górskich [MTB]. Ich jazda jest wyczynem, obarczone wielkim ryzykiem. Karkołomne zjazdy [nie ma w tym żadnej przesady], jakimi jest najeżona trasa, wymaga od nich żelaznej kondycji, a nade wszystko – przez cały czas zawodów – pełnej koncentracji. Po zakończonym wyścigu, widać na ich twarzach olbrzymie zmęczenie, a na ciałach liczne siniaki, a nogi, często poranione do krwi. Są one dla mnie idolami, których „wyczyny” dopingują mnie do ostrej jazdy rowerem na szosie.
Buntuję się, kiedy na drodze pojawia się kseudo-kierowca, który swoją głupotą [mówiąc najdelikatniej] sieje popłoch i strach wśród innych użytkowników drogi. Jeszcze gorzej, kiedy za kierownicą siedzi pijak, który wiezie swoją rodzinę! Odpowiedzialność w tym momencie spada na wszystkich, którzy znaleźli się w „trumnie na kołach”. Określenie może mało estetyczne, ale cała ta sytuacja, o której piszę jest wprost dramatyczna. Na świecie zanika piractwo morskie, ale zastępuje je nowe, o wiele groźniejsze – piractwo drogowe, którego żniwem są tysiące rannych i zabitych. Kiedy byśmy zaproponowali piratowi drogowemu, by wypił kieliszek alkoholu, ostrzegając go, że w jednym ze stu, jakie są przed nim, jest śmiertelna trucizna, to nie odważyłby się go wypić.  Skąd ten strach, kiedy siadając pijanym za kierownicą, podejmuje podobne ryzyko, zakładając [skromnie], że co setny z nich ginie w wypadku, jednocześnie narażając inne osoby na szwank? Wyrażam zdziwienie, że z tą niebezpieczną, narodową plagą, nie mogą sobie poradzić ludzie, którzy ustawowo są zobowiązani do jej zwalczania. Niestety, ale wśród nich – prokuratorów, policjantów, parlamentarzystów zdarzają się piraci drogowi, którzy często zasłaniają się immunitetami, by w ten sposób uniknąć kary. Te słowa są moim protestem, który głoszę przy każdej nadarzającej się okazji. Ale.. „Pies szczeka, a karawana [piratów drogowych] jedzie dalej [każdego dnia]”.
Dla równowagi, powracam do innego rydwanu, który porusza się w powietrzu i jest znacznie wiekszy, niż ten nasz tarotowy. Mam na myśli samolot pasażerski, który jest w stanie zabrać na pokład setki ludzi i tony ładunku. Podróżni przeważnie nie myślą o tych, którzy zasiadają za jego sterami. W kokpicie znajdują się najwytrawniejsi rydwanicy, którzy często swoim wiekiem nie przekroczyli „czterdziestki”. Coraz częściej za sterami można zobaczyć kobiety, które świetnie sprawdzają się, jako piloci. To właśnie w rękach tych rydwaników spoczywa życie i bezpieczeństwo setek ludzi. W przypadku zagrożenia, ci rydwanicy, potrafią zachować spokój i są gotowi tak zadziałać, by samolot bezpiecznie wylądował, by nie spadł na ziemię, żeby tony żelastwa nie stały się zbiorową mogiłą.
Paradoksem jest to, że prawdziwych bohaterów, którzy dzięki zachowaniu „zimnej krwi”, uratowali życie setek ludzi, telewizja rzadko pokazuje. Przeważnie, jest to kilkunastosekundowa migawka, nazywana z angielskiego - newsem, gdzie na pierwszym planie widać tłoczących się dziennikarzy z mikrofonami, a gdzieś między nimi „cichy bohater”. Natomiast pijany kierowca, w telewizorze jest pokazywany niemalże we wszystkich wiadomościach, aż do znudzenia. Ten człowiek nie czuje się przestępcą, wręcz urasta do do roli bohatera, a tak naprawdę jest pospolitym zbrodniarzem, ponieważ dopuścił się przestępstwa, które jest kwalifikowane w kodeksie karnym, jako zbrodnia. Uważam, że najczęściej prawdziwi bohaterowie pozostają bezimienni, ukryci gdzieś w cieniu wydarzeń. Na ich plecach żerują zwykli cwaniacy, którzy potrafią zbić dla siebie jakiś kapitał.
Oczywiście jest wiele różnych rydwanów i wielu rydwaników, którzy zasługują na słowa pochwały, chociażby załogi pogotowia ratunkowego, strażacy, GOPR-owcy ze swoimi toboganami. A, tak naprawdę – jak zaznaczyłem na wstępie – większość z nas jest większymi, czy mniejszymi, ale… rydwanikami.

Filmik z You Tube. "Ładna pani kapitan Airbusa". 

video

¬

Jak zwykle, na zakończenie trochę numerologii.

„Siódemki” to osoby, które ze zrozumiałych względów, mają wpisany w swoje życie – ruch, który jest ich „siłą napędową”. Kobiety „siódemki” mają duże wymagania wobec swojego partnera. Musi to być mężczyzna, który jest nie tylko dobrym kochankiem, ale musi być towarzyszem do wszystkiego - pójdzie wspólnie do teatru, na wycieczkę, wysłucha razem muzyki, itp. Tylko takich mężczyzn jest niewielu, dlatego, dość często ich pierwszy związek okazuje się przysłowiowym „niewypałem”.
Wszystkie „siódemki” to ludzie, którzy nie przykładają większej wagi do materii, nie są niewolnikami pieniądza, który dość łatwo do nich lgnie.


Ez[o]  

6 komentarzy:

  1. Witaj-Edziu.
    Też tak myślę,że > Brawura,głupota a przede wszystkim alkohol to plaga na naszych > Drogach.
    "Pozdrawiam" Staś.

    OdpowiedzUsuń
  2. o piratach drogowych nawet nie chce mi się wypowiadać, bo i szkoda słów - ludzka głupota potrafi przekraczać wszelkie granice.

    Małe słówko sprostowania na temat Hekate :) - postrzeganie jej jako bogini śmierci jest naleciałością późniejszą. Oryginalnie jest to bogini magii, rozdroży, różnego rodzaju przejść. Jest też boginią związaną z porodem i opieką nad malutkimi dziećmi :). A zwierzętami związanymi z tą boginią są właśnie psy :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Stasiu.

    Jedno konkretne zdanie, które podsumowuje sytuację na polskich drogach. Sam najlepiej wiesz jak na drogach traktowani są "dwukołowcy" - zgroza!

    Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

    ez[o]

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Tuome.

    Myślę, że jesteś Kobietką "zmotoryzowaną", stąd jednoznaczna opinia o tym, co się dzieje na drogach.
    W znacznej części ten post jest moim głosem sprzeciwu, głośnym NIE wobec pijaków - zabójców za kierownicą.

    Bardzo dziękuję Ci za sprostowanie a dotyczące bogini Hekate, które przyjmuję z wielką pokorą.
    W odniesieniu do Tarota, bogini ta przeważnie jawi się - jest interpretowana jako "posłanka, niosąca śmierć", stąd moja tak jednoznaczna interpretacja.
    Twoje sprostowanie pozwoliło mi spojrzeć inaczej, z nieco innej optyki na psy, które widzimy na karcie Rydwanu, w powiązaniu z malejącym Księżycem [Hekate].

    Jest to przykład, że ezoteryki i jej symboli uczymy się, poznajemy je przez całe życie.

    Pozdrawiam Cię szczerze i bardzo ciepło. :)

    ez[o]

    OdpowiedzUsuń
  5. Zmotoryzowana jeszcze nie jestem, do zrobienia prawa jazdy przymierzam się jak pies do jeża już od dłuższego czasu... i na razie się tylko przymierzam :P.
    Niemniej ślepa nie jestem i jak popatrzę, co czasem wyprawiają tzw. kierowcy na drogach, niektórzy jadący z dziećmi... cytując Einsteina: Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

    Co do Hekate - wychowałam się na mitologii Parandowskiego, więc takie postrzeganie tej bogini było dla mnie naturalne... ale zawsze pozostawiało pewien niedosyt :) z czasem zaczęłam zgłębiać ten temat i oto efekty :)
    Zainteresowanie stało się tym większe, ze ta bogini (na dodatek jest jedną z bogiń "potrójnych") jest uznawana za jedną z patronek czarownic.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miła Tuome.

    Dobrze się stało, że trafiłem na Osobę, która dobrze zna mitologię i wyjaśniła mi, kim była Hekate.

    Z mitologii moja wiedza ogranicza się do tego, że wiem, „co nieco” o Syzyfie i o Achillesie, którego cytuję, kiedy muszę się przyznać do mojej niewiedzy – słabego punktu – „pięty achillesowej”.

    Pozdrawiam serdecznie Ciebie i całą Twoją Rodzinkę z Małą Księżniczką na czele.:)

    Ez[o]

    OdpowiedzUsuń