niedziela, 29 maja 2011

Niedoceniany skarb


Największym szczęściem, jakie może dać miłość,
jest pierwszy uścisk dłoni ukochanej kobiety.
[Stendhal]

Jesteśmy przekonani, że mówienie (pisanie) o rzeczach oczywistych, jest banalnie proste. Wielokrotnie miałem możność przekonać się, że jednak z tym bywa różnie. Po latach, już mnie nie dziwi, że pracując w szkole, przełożeni kazali mi pisać konspekty do zajęć z młodzieżą. Wówczas wydawało mi się, że jest to marnowanie czasu, który mógłbym wykorzystać na coś bardziej pożytecznego. Obecnie, chociaż już nikt mnie nie zmusza do ich pisania, dobrowolnie powinienem go wykonać, przed próbą pisania tego posta. Opór materii okazał się silniejszy ode mnie, a po części zwykłe lenistwo.  




Artykuł ten dotyczy, pozornie banalnej rzeczy, jaką są nasze ręce, które wraz z resztą ciała otrzymujemy w darze od Boga. Człowiek został przez Stwórcę tak ,,zaprojektowany”, że jakakolwiek ingerencja z zewnątrz, może jedynie wprowadzić chaos trudny do opanowania. Niestety, próby takich ingerencji mają miejsce, chociażby okrzyknięte klonowania żywych istot. Jestem zupełnym laikiem, jeśli chodzi o genetykę, dlatego nie będę zabierał głosu w tej kwestii, ale jako obywatel Ziemi, mam prawo wyrazić swój pogląd na ten temat, co uczyniłem przed chwilą.

Każdy z nas jest maleńką cząstką – Mikrokosmosem, który niczym pyłek w Makrokosmosie, ma do spełnienia określone funkcje, zadania. Osoba, która zgłębia ezoterykę, doskonale wie, że jedną z zasad rządzących Wszechświatem jest zasada analogii, a to oznacza, że każdy z nas jest miniaturowym modelem Kosmosu z jego poszczególnymi elementami. Nasze tętnice z płynącą w nich krwią, to arterie komunikacyjne z pędzącymi samochodami wiozącymi artykuły spożywcze. Podobnie, ręce także odpowiadają pewnemu fragmentowi Kosmosu, a jakiemu? Każdy może sam, odpowiedzieć na tak postawione pytanie.

Nim zabrałem się do pisania tego tekstu, zajrzałem do atlasu anatomicznego, w którym jesteśmy ,,rozłożeni” na czynniki pierwsze. Skupiłem się głównie na naszych rękach. Wiedziałem, że dłoń i nadgarstek składają się z wielu drobnych kostek. Moja wiedza na ten temat wzbogaciła się i mogę powiedzieć, że jest ich 29 plus trzy kości ręki, co razem stanowi 32 elementy.

Może się mylę, ale uważam, że spośród wszystkich części naszego ciała, ręce są w stanie wykonać ruchy niezwykle skomplikowane, elastyczne, płynne, co powoduje, że wszelkie prace manualne nie stanowią dla człowieka żadnego problemu. Twierdzę, że ręce są ,,cudem natury”. Uważam, że nasze ciało jest niezwykle skomplikowaną ,,maszynerią”, ale ręce to fenomen inżynierii, której nikt, podkreślam – nikt do tej pory nie potrafił skopiować. Wprawdzie specjaliści projektują, tworzą skomplikowane protezy, których funkcjonalność jest coraz lepsza, ale ciągle dużo, dużo gorsza od ,,oryginału”. Ceny tych protez są niezwykle wysokie, ponieważ są wypełnione nowoczesną elektroniką i wykonane z materiałów, jakich używa się w technologii kosmicznej. Wszystko to wpływa na fakt, że ich dostępność jest bardzo ograniczona, że są one nieosiągalne przez przeciętnego chorego człowieka.

Ten, może przydługi wstęp, ma jeden cel – ma uświadomić, ostrzec, byśmy pamiętali, że utracona ręka nigdy nie odrośnie, a żadna proteza jej nie zastąpi w stu procentach. Wszystko, co wykonał, wytworzył człowiek, w mniejszej, czy większym stopniu wymagało udziału LUDZKICH RĄK. Kiedy jesteśmy zdrowi, kiedy wszystko normie funkcjonuje, uważamy, że mamy do tego prawo, że nam się to należy. Mamy prawo, ale nie zapominajmy o obowiązkach. Człowiek często ,,katuje” swój organizm do granic wytrzymałości. Chcę zapytać: w imię, czego to robimy? Ktoś w telewizji powiedział, że każdy może robić, co zechce ze swoim ciałem, ze swoim zdrowiem. Zgadzam się, ale pod jednym warunkiem, – że w razie urazów, spowodowanych przez własną głupotę, koszty leczenia pokryje z własnych środków. Mówi się, że sport to zdrowie. Takie dyscypliny jak podnoszenie ciężarów, gimnastyka akrobatyczna, boks zapasy, tenis i inne, wymagają ,,silnych rąk”. Wyczynowcy, często w imię sławy i korzyści materialnych, eksploatują, w tym wypadku swoje ręce do granic wytrzymałości.  Sukces niekiedy opłacają kontuzjami, a nierzadko trwałym kalectwem. Problem przeciążania organizmu, w tym rąk, głównie dotyczy osób, które pracują fizycznie. Często w pogoni za pieniędzmi pracują ponad własne siły, co szczególnie ostatnio jest widoczne, staje się zjawiskiem powszechnym.  

Tu ważna uwaga, która dotyczy tej kwestii, na którą przeciętny człowiek nie zwraca uwagi. Kiedy organizm poddawany jest ciężkim próbom – wysiłkom, znosi je, ale do czasu. Po czym zaczyna się buntować, wszczyna alarm. Jeśli podczas pracy w kuchni, ktoś skaleczy się nożem, może to być sygnał ostrzegawczy, że organizm jest przemęczony, że nie będzie dalej tego tolerował. Jeśli krawcowej ,,seryjnie” zdarzają się ukłucia igłą, jeżeli stolarz zbyt często dłutem rani sobie palce, jeśli… itd. Są to sygnały wysyłane z podświadomości o treści: Opamiętaj się! Oczywiście, należy zachować, tzw. zdrowy rozsądek. Pojedyncze zranienie, może być przyczyną zwykłej nieuwagi. Jeśli nie skupiamy się nad wykonywaną czynnością, jesteśmy myślami gdzieś indziej, czy to jest naturalne? Niektóre choroby rąk, w postaci wyprysków, mogą mieć podłoże psychosomatyczne, o czym lekarze dermatolodzy niekiedy zapominają.

Są zawody, w których sprawność, płynność ruchów palców (rąk) odgrywa wielką rolę, chociażby zawód baletnicy, aktora teatru pantomimy. Gra na niektórych instrumentach muzycznych – na pianinie, czy na skrzypcach, stawiają przed adeptem oprócz uzdolnień muzycznych, jeszcze inne wymagania – odpowiednie kształty palców i ich sprawność. Zdolności manualne są pożądane w pewnej grupie zawodów. Do nich możemy zaliczyć zegarmistrzów, jubilerów, elektroników. Szczególnie sprawne ręce posiada iluzjonista, który jest mistrzem ,,wizualnego oszustwa”, którego przebija złodziej kieszonkowiec, którego ,,profesja” powoli zanika, jest tępiona przez policję, co należy przyjąć z ulgą. 

Język niewerbalny, w którym za pomocą gestów, rękoma, wyrażamy różne swoje odczucia, wywołują wibracje, które są odbierane przez otoczenie. Silnie odczuwają je także zwierzęta, które reagujące na nie w sposób natychmiastowy. Od pewnego czasu jest używany nieprzyzwoity gest za pomocą jednego palca. Do historii przeszedł wyświechtany (najodpowiedniejsze określenie) ,,gest Kozakiewicza”, który miał miejsce na olimpiadzie w Moskwie. Osoby niesłyszące, porozumiewają się za pomocą języka migowego, w którym ręce odgrywają pierwszorzędną rolę. Trudno wyobrazić sobie inne niż werbalne wyrażenie aprobaty, podziękowania w postaci oklasków, w których dłonie są jedynym narzędziem. 

Przejdźmy do obrzędów religijnych, w których omawiane ręce pełnią ważne funkcje. Jako przykład niech posłuży znak krzyża, który w kościele katolickim należy do rytuału wykonywanego wiele razy podczas liturgii przez wiernych. Większość tak do końca nie wie, że wykonanie na ciele znaku krzyża, podnosi u nich wibracje w istotny sposób, ponieważ wykonują go w ,,mechaniczny sposób”. W hinduizmie palec wskazujący jest palcem ,,grzesznym”, dlatego podczas modlitwy, hindusi używając mali – sznura modlitewnego (podobnego do różańca), który trzymają w specjalnym woreczku, a w nim rękę, trzymają palec wskazujący na zewnątrz, żeby nim nie dotykać mali. Grożenie palcem (przeważnie wskazującym) jest gestem, którego powinniśmy unikać. 
  
W rytuałach magicznych ręce stanowią ważny element. Nie mam miejsca, by omówić tą kwestię nawet w sposób ogólny, dlatego posłużę się jedynie kilkoma, wybranymi przykładami. Najbardziej klasycznym jest Reiki – niekonwencjonalna metoda leczenia, w której dłonie stanowią podstawę przekazywania energii życiowej. Chiromancja - wróżenie z linii, które znajdują się na dłoni, powstała około 5000 lat temu i pochodzi z Chin. Zajmujący się magią, tą przez duże ,,M”, doskonale wiedzą jak ważną rolę odgrywa kreślenie Krzyża Magicznego przy pomocy rąk. Pentagram – najsilniejsza broń magiczna, którą niektórzy lekceważą, poprzez bezmyślne kreślenie tego znaku w różnych nieodpowiednich miejscach. Człowiek wpisany w Pentagram symbolizuje jego jedność z Kosmosem, przy czym dwa ramiona Pentagramu symbolizują ręce człowieka. W Kabale Mistycznej, na Drzewie Życia wpisany człowiek ma rozmieszczone na ciele poszczególne dziesięć Boskich Sefir, w tym: na prawej ręce Sefirę Netzah [Zwycięstwo], a na lewej – Hod [Chwała]. Ma to duże znaczenie dla badacza, który zgłębia tzw. Niepisaną Kabałę tzn. Drzewo Życia

W erotyce dłonie odgrywają bardzo ważną, kluczową rolę. Mnie osobiście, trudno wyobrazić sobie okazywanie uczuć wyłączając dotyk, czy głaskanie kochanej osoby. Życie erotyczne byłoby niezwykle ubogie, a mówiąc bardziej dosadnie – stałoby się prymitywnym zaspakajaniem popędów seksualnych, na podobieństwo zwierząt, których celem jest przede wszystkim instynktowne zachowania gatunku. Chociaż, z przykrością muszę stwierdzić, że prymitywny seks nie jest obcy naszemu – ludzkiemu gatunkowi. Jest to temat dla Pana Starowicza, który jak mało, kto, potrafiłby wyjaśnić przyczyny takiego stanu rzeczy. Obecnie całowanie kobiety w rękę ,,wychodzi z mody”, tak twierdzą głównie mężczyźni, którzy tłumaczą to względami higienicznymi (?). Ciekawa teoria, której nie podzielam. Zauważyłem, że w pewnych sytuacjach, choć z oporami, rzadko, ale odstępuję od całowania kobiet w rękę. Należę do starych romantyków, którzy powoli odchodzą, jak subiekt Rzecki z ,,Lalki” Bolesława Prusa. Coraz rzadszy obrazek stanowi mężczyzna podający rękę kobiecie, np. wysiadającej z autobusu.

Od niedawna, nie tylko mężczyźni, ale także kobiety decydują się na umieszczanie tatuaży niemal na całym ciele, nie pomijając miejsc intymnych. Często tatuaże można zobaczyć na rękach. Prawie wszystkie, z małymi wyjątkami, są wykonane przez profesjonalistów, dlatego ich walory artystyczne nie wzbudzają zastrzeżeń. Można zadać sobie pytanie: Czy wykonany na ręku tatuaż nie zakłóca jej energetyki? Osobiście, do tego mam poważne zastrzeżenia, które wynikają z powstających energii kształtów. Widziałem na ręku młodej kobiety tatuaż w kształcie znaku runicznego. Może tak się zdarzyć, że po jakimś czasie nastąpi ,,przeładowanie” – nadmiar energii tej runy w organizmie. Konsekwencje tego mogą być bardzo przykre, ale to jest już problem właściciela tatuażu. W przypadku umieszczonych na rękach ozdób nie istnieje żaden problem, ponieważ w każdej chwili może je zdjąć. Niemiej, warto wcześniej dowiedzieć się, jaki wpływ na nasz organizm wywiera dana ozdoba – pierścień, bransoleta. Szczególnie ważna jest znajomość zakładania na palce Pierścienia Atlantów. Ważny jest kierunek jego umieszczania [zawsze znakiem + do kciuka]. Ponadto wybór palca, na którym będzie on umieszczony jest uzależniony od tego, jakie Pierścień ma spełniać zadanie. Oczywiście, jest jeszcze wiele innych uwarunkowań, na których omówienie nie ma miejsca. Ów Pierścień często jest kupowany, ponieważ jest na niego ,,moda”, a że zakładany jest niewłaściwie, to już inna sprawa. Zamiast pomagać, może On zaszkodzić swojemu właścicielowi.

Do omówienia pozostała kwestia pielęgnacji i wyglądu rąk. Pamiętam z dzieciństwa moje wyjazdy na wieś do krewnych. Na trwałe, w moich oczach pozostał widok spracowanych rąk mojej ciotki i wuja. Przeorane bruzdami zmarszczek dłonie, niemal wrośnięte odrobiny ziemi między porami skóry – to obraz rąk ludzi, którym przyszło pracować na roli. Na szczęście to należy już do przeszłości. Praca w rolnictwie jest prawie w całości zmechanizowana. ,,Kultura rolna” dociera do nas z pewnymi oporami. Ponownie odwołam się do przeszłości. Około dwadzieścia lat temu zwiedzałem Czechy i Austrię jadąc na rowerze. Zatrzymałem się na wsi w okolicach Linzu. Gospodarz zgodził się, że wynajmie mi przyczepę kampingową w zamian za pomoc w zwiezieniu siana z łąki. W załadunku siana pomagała kobieta w średnim wieku. Upał, jaki wtedy panował [początek czerwca] powodował, że pot lał się po całym ciele. Po zachodzie słońca zostałem zaproszony przez gospodarzy na poczęstunek, na świeżym powietrzu. Pod ogrodową parasolką siedziała kobieta w przewiewnej sukience, która malowała paznokcie. Zapach kosmetyków czuć było od niej na odległość. Dopiero po chwili poznałem, ze jest to ta sama kobieta, która pracowała na łące. Widok ten wywarł na mnie takie wrażenie, że po przyjeździe do Polski, opowiadałem o nim wiele razy. Wówczas były to dwa światy, pełne kontrastów. Wykąpana, pachnąca świeżością kobieta z pomalowanymi paznokciami i siedząca przed domem kobieta w brudnym fartuchu, ze śladami ziemi za paznokciami. To już należy do przeszłości.


Do powiedzenia: ,,Odezwij się, a powiem Ci kim jesteś” dodałbym jeszcze ,,Pokaż mi swoje ręce, a wtedy rozwieją się wszelkie wątpliwości o Tobie”. Jako mężczyzna, patrząc na kobietę, w pierwszej kolejności kieruję wzrok na jej dłonie, które według mnie, są jej wizytówką, a dopiero później na włosy, ubranie i wszelkie dodatki, takie jak biżuteria, torebka itp. Oczywiście duży wpływ na tzn. image kobiety, mają wszelkiego rodzaju kosmetyki. Pielęgnacja paznokci wymaga wytrwałości, poświęcenia czasu, dlatego doceniam kobiety, które mają piękne, zadbane paznokcie. Tu będę nieskromny i powiem, że Danuta – moja żona, od kiedy Ją poznałem miała i ma długie, zadbane paznokcie. Często musiała dementować podejrzenia ludzi, że są one sztuczne. Długie paznokcie nie przeszkadzają Jej w wykonywaniu wszelkich domowych prac. Przyznała się, że kiedy była młodą dziewczyną, obgryzała paznokcie, co jest zjawiskiem dość powszechnym u młodych ludzi, w tym dziewcząt. Kiedy spojrzała na kobietę, która miała piękne paznokcie, pomyślała, że i Ona może mieć takie same, że wystarczy odrobina siły woli. Od tamtej pory dba i pielęgnuje swoje ,,szpony”, tak je żartobliwie nazywam. W chwili obecnej panuje moda na sztuczne paznokcie, które wyglądem nie odbiegają od naturalnych. Jest to wygodne dla kobiet, które nie mają czasu i cierpliwości na pielęgnację swoich, naturalnych. Dłonie (paznokcie), to także problem mężczyzn, którzy nie powinni ich zaniedbywać, a z tym bywa bardzo różnie. Osobiście miewałem z tym problemy, ale Danuta zawsze mnie motywowała do pracy ,,nad paznokciami”, pokazując swoje. 

Na zakończenie wybrałem krótką opowieść, która jest zamieszczona w jednej z książek de Mello.

Był pewien mędrzec, który przygotowując się do spania zauważył złodzieja czającego się, aby ukraść jego jedyne dobro materialne, miskę do picia wody, zrobioną ze złota i zdobioną kamieniami szlachetnymi. Miskę tę dostał od króla za zasługi. Poprosił on złodzieja do siebie i dając mu miskę powiedział: ,,Masz, człowieku, ona jest tobie bardziej potrzebna niż mnie, bowiem Bóg dał mi cudowną miskę w formie własnej ręki, a ty jeszcze nie uświadomiłeś sobie, że też taką posiadasz. Masz, weź ją, abyś nie przeszkadzał mi we śnie, kiedy będziesz próbował ją ukraść, a także abyś tym czynem nie zaszkodził sobie”.

Ta krótka opowieść niech będzie sentencją tego posta, który traktuje o roli i ważności naszych, ludzkich rąk. Opowieść ta skojarzyła mi się z ucztą wegetariańską, na którą byłem zaproszony, podczas której młody mężczyzna podziękował za łyżkę i po uprzednim umyciu rąk, jadł nimi ryż podany na sypko. O płynących korzyściach dla naszego organizmu, jakie wynikają ze spożywania pokarmów bezpośrednio rękoma, bez użycia sztućców, mogą powiedzieć ci, którzy z tego sposobu korzystają, na co dzień. Jonathan Swift powiedział: ,,Mówią, że palce były przed widelcem, a ręce przed nożem”. Oczywiście, nie mówię, że należałoby wszystkie sztućce wyeliminować z użycia i zacząć jeść palcami. Myślę, że każdy z nas miał okazję poczuć różnicę w smaku chleba krojonego nożem a kawałkiem oderwanym rękoma z całego bochenka.  

Na temat rąk można byłoby rozprawiać w nieskończoność. Jednego jestem pewien, a mianowicie że:
Należy szanować i pielęgnować ręce,
bowiem mają służyć nam do końca życia.

ez[o]
video


Zdjęcia pochodzą z Internetu: Salon kosmetyczny Madame; u.waw.pl

niedziela, 22 maja 2011

Victorian Romantic Tarot [2]


Najlepszą bronią magiczną jest sam mag,
a wszystkie inne są tylko środkiem do celu. 
[Dion Fortune]


W pierwszym artykule, który traktuje o Tarocie Wiktoriańskim, pisałem, że jest On niezwykły, inny niż większość talii, które spotykamy w sprzedaży. Przyznam się, że zakup nowych talii ograniczam do minimum. Dlaczego to robię? Uważam, że powiedzenie: Co za dużo, to niezdrowo, odnosi się także do kart Tarota. Mam wyselekcjonowane, kilka talii Tarota, z którymi pracuję, na co dzień, zmieniając je, co jakiś czas. Nie można zapominać, że karty, to przede wszystkim ,,żywe” energie, a nie tylko obrazki. Jeśli potraktujemy temat poważnie, to wówczas możemy wyciągnąć prosty wniosek – nadmiar wibracji powoduje wewnętrzny chaos. Być może się mylę, ale moje wewnętrzne odczucia, są właśnie takie, a nie inne.

Nie znaczy to, że karciane nowości są mi obce. Otrzymuję corocznie z Niemiec katalogi KÖNIGS FURT, w których można znaleźć dziesiątki talii Tarota, od najpopularniejszych - klasycznych, po najnowsze. Poza tym korzystam ze stron internetowych - blogów, które są miejscem, gdzie ,,nowinki” o nowych kartach zamieszczają tarociści, za co Im wszystkim bardzo dziękuję. Opinie, odczucia, którymi się między sobą dzielą, są dla mnie cennym materiałem badawczym i nie tylko. Nowości ,,karciane” mogę porównać do moich wizyt w galerii BWA w zamku Książ, gdzie oglądam obrazy, rzeźby w tym celu, by nacieszyć oczy i duszę czymś pięknym, ale ich zakup nie wchodzi w rachubę, nie tylko ze względu na ich cenę, drugi powód jest bardziej prozaiczny – w pokoju nie miałbym miejsca na ich ekspozycję.
Każdy ma swoją wypracowaną metodę pracy z Tarotem i jeśli daje ona oczekiwane rezultaty – to jest wspaniale. 


MAG

Archetyp: Czarodziej.
OkreślenieCzarownik, w religiach pierwotnych człowiek zajmujący się z urzędu uprawianiem zabiegów magicznych, otoczony prestiżem ze względu na przypisywane mu nadnaturalne właściwości (magiczne techniki oddziaływania na świat) i związaną z nimi rolę społeczną; instytucja czarownika dała początek instytucji naczelnika plemiennego, króla, kapłana (pełnienie funkcji kultowych). [Encyklopedia Powszechna PWN]

Powracam do Maga - Wielkiego Arkanu Tarota. W większości talii Mag [czarodziej] to młody, energiczny, pełen fantazji i zapału człowiek, który ma przed sobą wszystkie cztery atrybuty [żywioły] dane mu przez Boga. Nawet najbardziej ,,konserwatywny” tarocista [ponoć tacy też bywają] jest w stanie od razu zaprzyjaźnić się, polubić Maga z Tarota Wiktoriańskiego. Na mnie Obraz ten wywarł niezwykłe wrażenie, dlatego przedstawię Go w trochę udziwniony sposób.

Idę na spotkanie z Magiem. Tych, których spotykałem do tej pory, byli do siebie podobni. Wiem, że będzie to spotkanie niezwykłe, ponieważ miejsce spotkania też jest niezwykłe, sceneria niemal teatralna. Znalazłem się w komnacie zamkowej, gdzie czuje się zapach starych mebli i pożółkłych ze starości ksiąg. Półmrok, jaki tu panuje dopełnia całości. Stawiam kroki majestatycznie, idę powoli. Czuję się tu bezpiecznie, mam pełne zaufanie do siedzącego tu mężczyzny. Jego wzrok jest utkwiony w jeden punkt, jakby myślał o tym co jest zapisane w otwartej księdze leżącej na stole. Kiedy dokładniej rozejrzałem się po komnacie, zauważyłem, że są w niej ukryte cztery symbole Żywiołów, które daje nam Stwórca z chwilą przyjścia na Ziemię. Wysoko nad głową Maga stoją dzbanki [Woda], świecąca przed nim lampa [Ogień], zapisane w księdze ,,mądre słowa” [Powietrze], stojący za stołem kościotrup – najtwardsza część naszego ciała materialnego [Ziemia]. Po prawej ręce Maga, na ziemi stoi model symbolizujący Kosmos, którego my ludzie, jesteśmy maleńką cząstką [Mikrokosmosem]. Nie sposób zauważyć nakreślonego na podłodze Pentagramu, który jest symbolem jedności Kosmosu z Człowiekiem. 
Sama postać [Maga] jest niezwykle sugestywna. Jest to człowiek niemłody, doświadczony życiowo. Z Jego twarzy emanuje dobroć i mądrość, a jednocześnie wzbudza respekt, tak charakterystyczny dla ludzi o dużym autorytecie. Jego ubranie i ich kolory są pełne symboliki. Czy dialog z Nim jest możliwy? Zdecydowanie - tak, ale moment, w jakim go zastałem, sugeruje, żeby Mu nie przeszkadzać. Wystarczy skorzystać z dobrodziejstwa języka niewerbalnego, by wynieść z tego miejsca, z tego spotkania, coś nowego, coś, co wzbogaci mnie duchowo. Charakteryzuje to miejsca, w których spotykamy kogoś niezwykłego, kto wywiera na nas wielki wpływ.

Doświadczyłem tego, kilkakrotnie, podczas spotkań [wieczorów] autorskich. Stojąc z książką, w kolejce po dedykację i autograf pisarza, czułem się swobodnie, a jednocześnie panował nastrój uroczysty, podniosły, trudny do opisania.

Medytacja. W poprzednim Arkanie zetknąłem się z Głupcem, który w życiu potrafi zagrać prawie każdą rolę. Mówiąc szczerze, wszyscy gramy jakieś role, z różnym skutkiem. Jedni robią to dobrze, inni trochę nieudolnie. Jeśli popatrzymy na Głupca, który gra rolę Maga, to na pierwszy rzut oka, trudno go rozszyfrować, kim jest naprawdę. Może on być żebrakiem na ulicy z tabliczką w ręku, na której ma wypisane cierpienia, które go prześladują, czym wzbudza litość wśród przechodniów, którzy dają mu pieniądze. Może wcielić się w rolę ministra, zakładając dobrze skrojony garnitur i używając markowych kosmetyków. Jeżeli zobaczę w telewizji kogoś, kto mianuje się uczonym, dużo mówi - ponad miarę, wówczas muszę być ostrożnym, muszę zachować wobec niego dystans. Głupiec, który udaje Maga może założyć koloratkę, w której jest mu do twarzy i już mamy księdza. Od pewnego czasu, odkąd Kościół przeżywa pewien kryzys, nasz ,,bohater” może ukazać się jako przywódca duchowy - guru. W tej roli czuje się bardzo dobrze, ponieważ lubi, kiedy go wszyscy słuchają. Ponieważ Głupiec udający Maga lubi być podziwianym i uwielbianym, odgrywanie roli idola, jest dla niego wymarzonym zajęciem. Zaślepione fanki, są gotowe zrobić dla niego więcej niż sam od nich oczekuje. Tu trzeba przeprosić panie, które są bardziej ostrożne, ale te są w mniejszości. Lecz po pewnym czasie zaczyna gubić się w detalach, dosyć szybko zostaje zdekonspirowany.  
Prawdziwy Mag (patrz Jedynka karmiczna), początkowo jest mało widoczny, wtopiony gdzieś w tłumie, nie wyróżniający się niczym od innych ludzi. Jednak, kiedy przyjdzie jego pora, jego czas, kiedy poczuje, że został wywołany na scenę, wtedy wejdzie niemalże triumfalnie i pokaże, na co go stać. Wszyscy obecni nie spodziewając się czegoś szczególnego, po tym mało widocznym do tej pory człowieku, ze zdziwienia otworzą usta. Jest on gotów bronić swojego dobrego imienia jak niepodległości, niekiedy w sposób zbyt zdecydowany. Może nawet nieopatrznie urazić innych swym zachowaniem. Nie robi tego z premedytacją, tu w grę wchodzi jego impulsywność. Jego elokwencja, intelekt czynią z niego osobę, która jest zawsze gotowa podjąć dyskusję, polemikę na niemalże każdy temat. Nie znaczy to, że będzie robił to dla poklasku, choć często się zdarza, że nie grzeszy skromnością. Prawdziwy Mag potrafi zjednać sobie ludzi, służyć dobrą radą, przyjaźnią. Ze strony ludzi może liczyć na odwzajemnienie. Często oczekuje pochwał z ich strony, które tak bardzo mu są potrzebne. Radzę uważać na poczynania Maga, ponieważ potrafi, jak mało kto, manipulować innymi ludźmi, nie czyniąc im żadnej krzywdy. To działanie ma raczej, cechy ,,skrytej dyplomacji”, typowej dla policjanta śledczego, który chce wydobyć od rozmówcy jakąś ukrytą wiedzę. W kręgu osób, które dobrze znam, jest Mag [kobieta], której magiczna siła jest szczególna. Przekonuję się o tym bardzo często. Jawi się w moich oczach za każdym razem inaczej. Ona nie gra, Ona jest sobą. A może się mylę, ponieważ Mag potrafi zaskakiwać.

Rozmyślając o Magu, nie sposób pominąć milczeniem zjawiska magii, z którą spotykamy się niemal każdego dnia, na każdym kroku. Stanowi ona coś tajemniczego, coś, co nas fascynuje. Dowodzą tego zamieszczane pseudo-horoskopy, w mało wartościowych pod względem treści, kolorowych magazynach. W gazetach, można znaleźć ogłoszenia o poradach wróżek, które są w stanie pomóc każdej dziewczynie, która czeka na wielką miłość. Ciekawość, która dotyczy naszej przyszłości, u niektórych osób jest tak silna, że chcą ją poznać. Czy poznanie swojej przyszłości jest czymś pożądanym? A jeśli ją posiądziemy, jakie może ona mieć skutki – jak wpłyną na nasze dalsze życie? Mam tu na myśli pytania, które dotyczą kluczowych wydarzeń [śmierć, mająca nastąpić choroba, wypadek itp]. Na tak postawione pytania odpowiedź znają prawdziwi ezoterycy – tarociści, kabaliści, numerolodzy, czy chociażby astrolodzy. Jednak wspomniałem - wyjawienie całej prawdy o przyszłości, mogłoby mieć konsekwencje trudne do przewidzenia. Jest grupa zawodowych ezoteryków, dla których wróżba stanowi podstawowe źródło utrzymania. Tu zaczynam mieć wątpliwości, czy ich przepowiednie są zawsze i do końca szczere, prawdziwe. Tu dotykamy czegoś bardzo delikatnego – sumienia i odpowiedzialności za słowa, które na nich ciążą. W przypadku kiedy osoba chce otrzymać radę, jak powinna postąpić w konkretnej sprawie, wówczas korzystanie z ,,usług wróżbity” osobiście uważam za pożyteczne.  Ostatecznie i tak decyzję podejmuje sam zainteresowany.
Tak naprawdę to wszyscy w pewnym stopniu jesteśmy magami. Małych magicznych działań dokonujemy często, nie zdając sobie sprawy, że to co robimy jest magią, tylko tą  pisana przez małe ,,m”. Przykładów na to jest wiele, chociażby szukanie czterolistnej koniczynki, lanie wosku; Wiara  w przesądy: przebiegnięcie przed nami czarnego kota, spotkanie kominiarza, i wiele innych.


Dawid Koperfild, amerykański nie mag, a magik - iluzjonista. Jego słynne ,,sztuczki” to zniknięcie Statuy Wolności, samolotu Boeinga, czy pociągu Orient Expresu.
Pozostaje wolne miejsce dla prawdziwego maga.


Kto się boi magii, tej przez duże ,,M”, niech pozostawi ją w spokoju.
Natomiast, kogo ona fascynuje, dojrzał do jej zgłębiania,
niech zakłada na siebie strój Maga,
ale niech to robi bardzo powoli, z rozwagą.
  
Ez[o]

czwartek, 19 maja 2011

BHP w ezoteryce


W zasadnie mógłbym pominąć milczeniem ten temat. Być może, piszę ten tekst sobie a muzom. Nawet i w takiej sytuacji, warto go pisać. Wiele razy odwoływałem się do różnych internetowych tekstów, traktujących o szeroko pojętej ezoteryce. To właśnie wspomniane teksty, często wzbudzają mój niepokój, który uważam za uzasadniony. Internet może być kopalnią wiedzy, ale może stać się karykaturą wiedzy tajemnej, a wtedy problem staje się bardzo poważny. Praca z energiami wymaga wielkiej rozwagi, ostrożności, czego nie wszyscy internauci przestrzegają. Niektórzy traktują ezoterykę, jako jedną z wielu ciekawostek, która jak się znudzi, będzie można ją odłożyć, bądź odrzucić, jako coś nieużytecznego. Przed wstąpieniem na tą drogę, trzeba się dobrze zastanowić, zadać sobie pytanie, czy dorosłem by nią podążać.

Jak w każdej pracy, podobnie, a może przede wszystkim, w ezoteryce, przestrzeganie bezpiecznej pracy jest niezwykle ważne. Większość osób, które ,,parają się” ezoteryką dobrze sobie z nią radzą. Jak to robią? Ci bardziej zasobni finansowo, korzystają z różnych kursów, warsztatów, na których oprócz głównego tematu, prowadzący przekazuje uczestnikom solidną porcję wiadomości, które przypominają, co robić, by praca magiczna była bezpieczna. Drugim sposobem – o wiele tańszym, jest korzystanie z fachowej literatury, której nie brakuje w większości księgarń, czy kupno jej poprzez Internet. Osobiście preferują kupno w księgarni, ponieważ bezpośredni kontakt fizyczny pozwala przejrzeć ,,na gorąco’ zawartość książki. Oczywiście, dobór książki to sprawa osobista, ale powinna uwzględniać nasze przygotowanie, stopień zaawansowania w danej dziedzinie. I trzecim, ostatnim sposobem, który zapewni nam bezpieczną pracę magiczną, jest połączenie wiedzy książkowej z doświadczeniami, jakie są naszym udziałem.

Tekst ten powstaje w oparciu o wiedzę zaczerpniętą z książek Ewgienija  Kolesowa oraz własnych doświadczeń, których nagromadziło się dosyć dużo. 


Oto dekalog BHP w ezoteryce:

Do pracy [magicznej] przystępujemy w dobrym zdrowiu oraz w stanie pełnej równowagi duchowej. Kiedy masz temperaturę, jesteś pod wrażeniem kłótni, bądź przeżywasz doznaną przykrość – nie wolno siadać do pracy.
Nie sposób żyć w sterylny sposób, z oczywistych względów, a co z tym idzie - poddawani jesteśmy różnym próbom, które zakłócają naszą energetykę. Wspomniana kłótnia jest największym naszym wrogiem. Nawet bierne uczestnictwo w kłótni, powoduje zachwianie naszej energetyki. Ostatnio telewizja Polsat nadaje program, który nosi tytuł ,,Dlaczego ja”. W tym programie, dialogami są kłótnie, które sprawiają, że widz niejako od środka obserwuje to żenujące widowisko. Po takiej dawce negatywnych energii, normalne funkcjonowanie organizmu jest niemożliwe, nie mówiąc o pracy magicznej. Tu należy przypomnieć, że kobiety, które zajmują się magią, w okresie menstruacji, powinny prace z energiami odłożyć na później.

W trakcie seansu (kładzenie kart Tarota, run, itp.) należy oddzielić się emocjonalnie od osoby, której on dotyczy. Pytający może być najlepszym przyjacielem, bratem, ale mimo tego należy zachować dystans. Nie można ze swoich problemów robić ,,problemów”, ponieważ jest to przeszkodą w pomocy innym.
Może ktoś zadać pytanie: jak mogę się oddzielić emocjonalnie i zachować dystans, podczas dywinacji, kiedy naszym ,,klientem” jest bliska mi osoba? Można, tylko wymaga to ćwiczeń, które nie wszystkim wychodzą. Generalnie, unikam kładzenia kart Tarota osobom mi najbliższym, co nie znaczy, że tego nie robię w ogóle. Chirurg nie operuje bliskiej osoby, ponieważ nie jest w stanie wyłączyć swoich emocji, które łączą go z tą osobą. Podobnie, choć w mniejszym stopniu, problem emocji, jest czynnikiem, który może zakłócić analizę karcianego rozkładu. Kiedy mam poważny problem do rozwiązania a chcę uzyskać pomoc, radę od Tarota, wtedy proszę o pomoc inną osobę.

Dokonywanie rytuałów przed seansem i w trakcie ich trwania nie jest obowiązkowe. Jeśli pomagają modlitwy, mantry, kadzidełka, muzyka lub amulety – można z nich korzystać.
Mój przyjaciel, który zawodowo pracuje, jako bioenergoterapeuta, zawsze podczas pracy z klientem ma włączoną odpowiednią muzykę relaksacyjną. Na ten temat można rozprawiać godzinami, na co nie ma tu miejsca. Osobiście, podczas działań magicznych posiłkuję się kamieniami, które są energetycznie związane ze mną. Niekiedy używam kadzidełek, ale odpowiednio dobranych do rytuału. W prezencie otrzymuję kadzidełka, które wcześniej ,,brały udział” w rytuałach w świątyni hinduskiej. Używam ich przeważnie do energetyzowania mieszkania. Oprócz nich, niejako na stałe w pokoju, gdzie przebywam, w stałym miejscu, w muszelce przechowuję fragmenty ozdób, które były używane podczas rytuałów. Ich wibracje są bardzo silne i działają pozytywnie na otoczenie. Sprawdzałem to radiestezyjnie wiele razy.    
Najlepiej utrzymać wewnętrzną normę i stałą formę psychiczną. Dlatego nie możemy lekceważyć takich zabiegów, jak gimnastyka, dynamiczna medytacja, dowolnie inne ćwiczenia fizyczne, nie wyłączając rąbania drzewa, kopania ziemi na ogródku.
Osobiście preferuję intensywną, niekiedy aż nadto, jazdę rowerem, w terenie górskim. Natomiast zimą długie wędrówki po górach, podczas których medytuję w ruchu, a niekiedy ,,mantruję”. Zauważyłem, że wówczas mniej się męczę, a droga ,,ubywa” nadspodziewanie szybko.

Rysować (można mentalnie) ochronne znaki na drzwiach i oknach i ,,odświeżać” je albo przynajmniej sprawdzać codziennie ich obecność. Należy to robić w celu zabezpieczenia swojego domu od przenikania złych ludzi, złych myśli.
Mogę jedynie dodać, że w celu zabezpieczenia swojego domu przed nieproszonymi gośćmi, w tym przed złodziejami, moim zdaniem, niezastąpiona jest runa Odala. Na Dolnym Śląsku, do dziś można spotkać nad wejściami do domów, umieszczone runy Odala. Tereny te przed drugą wojną światową, zamieszkiwali Niemcy, którzy używali run starszego futharku, tzw. starogermańskiego.

Należy przyjąć sobie ochronne imię ezoteryczne, które będzie chroniło przed atakami energetycznymi.
Jestem posiadaczem bloga, który ma swoją nazwę, podpisuję się swoimi pseudonimami. Ponadto nie skrywam się pod hasłem anonimowy. Jestem narażony na różnego rodzaju ataki energetyczne, dlatego mam swoje imię ezoteryczne, którego nikt nie zna poza mną i nigdy go nie pozna. Powiedzenie ,,nigdy” jest dość ryzykowne, ale w tym przypadku jest adekwatne do rangi, jaką ono odgrywa. O ochronnym imieniu ezoterycznym można napisać obszernego posta, który i tak nie wyczerpie tematu. Uważam, że posiadanie tego imienia jest bardzo ważne, priorytetowe.
  
Po seansie niezbędny jest rytuał oczyszczenia, niezależnie od tego, jaka była wykonana praca magiczna. Najprostszym sposobem jest umycie rąk zimna wodą.
W niektórych przypadkach nieodzowne jest zapalenie świecy przynajmniej na pół godziny. Bardzo ważne jest to, by w pomieszczeniach gdzie odbywają się operacje magiczne gromadzić pozytywne emocje (spotkania z miłymi przyjaciółmi). Należy unikać w nich kłótni i być ich uczestnikami. W takich sytuacjach najlepiej pójść i oddać swoje ,,obciążenia” wodzie lub Naturze – ona jest wielka i potrafi uwolnić się od tego.

Najważniejsza zasada bezpieczeństwa w pracy ezoteryka – zamykanie (przerywanie) kanału więzi. Najprostszy sposób, to wzięcie honorarium za pracę.
Dałeś ,,coś” człowiekowi, on też powinien ,,coś” dać. Nie muszą to być pieniądze. Może to być ,,odpracowanie”, na przykład pomalowanie ściany, naprawa zamka i wiele innych czynności. Osobiście, od moich ,,dłużników” (mam ich niewielu) otrzymuję zapłatę ,,w naturze” (nie pieniądze), np. pomoc przy naprawie roweru, itp. Mam osobę, która ,,płaci mi” poprzez wspieranie mnie duchowo, za co jestem jej głęboko wdzięczny.

Umiejętne kontaktowanie się z istotami nieludzkimi. Do nich, podobnie jak do sąsiadów należy zwracać się grzecznie i z szacunkiem.
O ile jest to możliwe, to lepiej pozostawić w spokoju te ,,istoty nieludzkie”. Tak naprawdę, mało kto jest w stanie określić z jakimi energiami ,,pozaziemskimi” mamy kontakt. Zapewnie każdy zna, przynajmniej ze słyszenia o tzw. ,,wywoływaniem duchów”. Jest to szczególnie niebezpieczne igranie z energiami, którego dopuszczają się przeważnie młode dziewczyny. Finał tych ,,zabaw” może być bardzo przykry, niekiedy pomoc egzorcysty, może okazać się nieodzowna.

Dowolna magiczna operacja może być powtarzana trzykrotnie.
Przy czwartym razie pole działania danego systemu wróżebnego (Tarot, runy, itp.) przekaże tylko obraz osoby pytającej: ,,Jaki jesteś głupi, skoro trzech podejść ci za mało byś zrozumiał”. Podczas pracy z runami lub talią Tarota, gdzie praca wróżebna jest mocno związana z magią, czwarty raz może być po prostu niebezpieczny!     


Chcę przypomnieć, że używki, stanowią pewną przeszkodę, która ma negatywny wpływ na praktyki ezoteryczne. Oczywiście lampka wina, czy szklanka piwa dla ezoteryka nie jest ,,grzechem śmiertelnym”. Jednak

po spożyciu nawet najmniejszej ilości alkoholu,
odłóż wszelkie działania magiczne na później.

ez[o]

niedziela, 15 maja 2011

Victorian Romantic Tarot [1]


Nie wiemy, dokładnie, jaki wpływ mają tasowanie i rozkład,  
ale jedno jest pewne, kiedy nawiązaliśmy kontakt
z Wielkim Aniołem Tarota,
karty powiedzą nam zadziwiająco wiele. 

[Dion Fortune]

Internet najbardziej masowe źródło informacji i komunikacji, sprawił, że ezoteryka jest w zasięgu ręki niemal wszystkich ludzi. Czy jest to dobrze? Nie będę się wypowiadał na ten temat, powiem jedynie, że ma to zalety, ale i wiele wad. Dzięki Internetowi i mojej bardzo bliskiej Osobie [M.Ch.] dane mi było poznać ,,nową” talię Tarota Wiktoriańskiego. Na tzw. ,,rynku” są dostępne setki talii Tarota, co za tym idzie – ich przekaz w pewnym stopniu zaczyna się rozmydlać, zamazywać, czego konsekwencją jest coraz bardziej widoczne odejście od pierwotnego przekazu, archetypów, które są fundamentem, esencją Tarota. Można byłoby tej kwestii poświęcić wiele stron tekstu, ale znów zadaję sobie pytanie: Po co? Kiedy zaczynałem zgłębiać Tarota, w specjalistycznych sklepach [tych było bardzo mało], nieśmiało zaczynały pojawiać się pierwsze karty Tarota, głównie Rider Waite”a.
Wiem, że nie uniknę wewnętrznych rozterek konfrontując talię Rider Waite”a z Tarotem Wiktoriańskim, któremu chcę poświęcić nieco czasu. Talię tą posiadam od dwóch lat, co pozwoliło mi zaprzyjaźnić się z Nią duchowo i energetycznie. Być może, chwilami moje rozważania mogą okazać się niespójne, ale to jest wkalkulowane, jako ryzyko zgłębiających nauki tajemne - uczymy się na własnych błędach. Każdy z nas posiada swoją, własną wewnętrzną wrażliwość, co przedkłada się na różne odczucia podczas analizowania poszczególnych obrazów – arkanów Tarota. Lustro, jako fizyczny obiekt – pozostaje niezmienne, ale obraz, jaki w lustrze się ukazuje jest zależny od tego, kto w nie patrzy. Podobnie jest z kartami Tarota.
Od czasu do czasu będę brał ,,na warsztat”, po kolei Wielkie Arkana Tarota Wiktoriańskiego, by przyjrzeć się poszczególnym obrazom i odrobinę pomedytować nad nimi. Obok podstawowej, omawianej kary, będę umieszczał drugą, ale z innej talii, jako ,,materiał porównawczy” . Medytacja oczyszcza moją duszę, prowadzi do głębszych refleksji, związanych z sensem życia, z pobytem, tu na Ziemi, która jest dla nas łaskawa, ale my nie umiemy się Jej za to odwdzięczyć. Jeśli ktoś natknie się na te teksty i odniesie z ich treści jakąś korzyść – to dobrze, jeśli nie – to też… dobrze.

 GŁUPIEC

Archetyp: Dziecko
Określenie: impos  animi [łac]. Słaby na umyśle, głupiec.

Tylko tyle można wyczytać w Encyklopedii Multimedialnej. Natomiast w Encyklopedii Powszechnej (starsze wydanie) takiego hasła nie znalazłem. Czyżby cenzorzy, którzy wówczas dopuszczali książki do druku wykreślili to hasło?


Mnie osobiście nazwa ,,zerowego” Arkanu nie razi, ale lepiej brzmi Wędrowiec lub Duch Eteru. Nie będę się zagłębiał w szczegóły, niuanse dotyczące nazewnictwa, które będą się jeszcze tu pojawiać wielokrotnie.

Czas popatrzeć na pierwszą kartę. Obraz tego arkanu stwarza pewien specyficzny klimat. Oto jestem w cyrku, siedzę w loży, która jest miejscem, które zajmują ludzie ,,zamożni”, których stać na oglądanie widowiska w bezpośredniej bliskości od areny. Kiedy usiądziemy w loży, możemy uświadomić znajomym, którzy siedzą za naszymi plecami, że ,,stać nas na to". Jawimy się w ich oczach, jako ludzie małostkowi, nieco śmieszni, niekiedy mogą patrzeć na nas z politowaniem, bądź możemy ich irytować. Ten, kto mieszkał, bądź nadal mieszka w małym miasteczku, doskonale wie, o co mi chodzi.

Groteskowość, która przebija z tego obrazu mnie nie razi, a wręcz zdaje się być czymś sympatycznym. Nawet piesek, (na pierwszym planie) ubrany jest w strój klauna. Ważnym szczegółem na tej karcie jest słońce, które symbolizuje panujący tu nastrój, pełen radości i zabawy.

Często ludzie dorośli zasłaniają się własnymi dziećmi lub wnukami, kiedy idą z nimi do cyrku, tłumacząc się, że robią to dla nich. Jednak często, w głębi duszy czują potrzebę zobaczyć coś zabawnego, coś co pozwoli im oderwać się, choć na chwilę od kłopotów dnia codziennego. Może właśnie tam, w czasie spektaklu, przy akompaniamencie tak charakterystycznej orkiestry cyrkowej, wśród salw śmiechu rozbawionych dzieci, odżyją w nich wspomnienia, których tak naprawdę nie należy się wstydzić i tłumić w sobie. Zadaję sobie pytanie: Czy cyrk jest miejscem, gdzie można zobaczyć księdza w sutannie, policjanta w mundurze lub inne osoby, tak zwane mundurowe? Jeżeli ich tam nie spotkamy, to, dlaczego?

Medytacja: Wszyscy jesteśmy Głupcami (Wędrowcami), którzy idą przez własne życie. Każdy z nas robi to inaczej. Jedni idą, bez pośpiechu, wręcz leniwie. Niemałą grupę stanowią z kolei ci, którzy próbują przyspieszać, zwiększać tempo życia, ale to im się nie udaje. Jeszcze inni pędzą do przodu nie zważając na nic. Często ci ostatni gonią za materią – za pieniędzmi, które ich owładnęły bez reszty, są nimi zaślepieni.  Określenie, ,,wyścig szczurów” , dotyczy właśnie tych ludzi. Inni z kolei, często kosztem własnego zdrowia, nie czują, że rozpychają się łokciami, dążą do zaspokojenia swoich ambicji zawodowych. Nie potępiam ludzi, którzy mają różne ambicje, wręcz ich popieram i rozumiem. Istnieje jednak granica, którą łatwo przekroczyć, za którą czyhają: napięcia, nerwy, stres [modne określenie], można dalej wyliczać jeszcze inne, podobne zagrożenia. W konsekwencji doprowadzają się do takiego stanu psychicznego, że niezbędna jest im pomoc specjalisty, nie tylko psychologa, ale często także dobry seksuolog ma tu wiele do działania. Może ktoś w tym miejscu, by się uśmiechnął, uważając mnie za kogoś, komu także przydałaby się porada psychiatry. Być może, że tak. Obecnie iluż młodych ludzi, wymaga leczenia zaburzeń seksualnych, których podłoże tkwi we wspomnianym ,,wyścigu szczurów”. Ci, którzy wybrali właśnie taką drogę życia, najbardziej przypominają tego głupca, z Zerowego Arkanu Tarota.
Nie chciałbym jawić się w oczach innych ludzi, jako moralizator, dlatego może i dobrze, że to, co piszę, jest materiałem, który ma służyć mnie, ewentualnie bardzo małej grupie osób z zewnątrz.  Po chwili odprężenia wracam do kontynuowania tematu.

Są ludzie, którzy mają tak zwany ,,dar do robienia pieniędzy”, których nie stawiam w jednym szeregu z tymi, o których przed chwilą była mowa.  Skrzywdziłbym i obraził tych wszystkich, których materia lubi i potrafią ją wykorzystać w sposób rozsądny, a nawet roztropny, dla których ona nie jest celem w życiu, a jedynie środkiem do realizacji planów i zamierzeń. Ale od razu zastrzegam, że ludzie ci stanową niezbyt liczną grupę. Większość stanowią głupcy, którym wydaje się, że w życiu najważniejszy jest pieniądz. Gardzą oni tymi ludźmi, którzy mają puste kieszenie, nie wiedząc, że właśnie ci, biedacy, a tak naprawdę, w rzeczywistości są tylko niezamożnymi, ale często mają o wiele bogatsze od nich życie wewnętrzne (duchowe). Nie twierdzę, że trzeba być biednym by rozwijać się duchowo. Może się wydawać, że mam obsesję i urazę do ludzi bogatych. Tak nie jest, jedynie traktuje wszystkich na równi, w każdym napotkanym widzę, przede wszystkim człowieka. Niepostrzeżenie materia zdominowała rozważania na temat Zerowego Arkanu.

Nazywając kogoś głupcem, nie miałem na myśli osoby, która boryka się ze schorzeniami psychiatrycznymi, lecz odnosi się to określenie do osoby, która według mnie postępuje ,,głupio” - nierozsądnie, a często nawet nieracjonalnie. Są to moje, podejrzewam, że subiektywne odczucia. W tym miejscu można byłoby odwołać się do astrologii, czy też numerologii [młodszej siostry astrologii], które są w stanie rozwiać wszelkie wątpliwości związane z naszymi zachowaniami, w kontekście wspomnianej materii. Nie należy zapominać o tym, że istnieje prawo karmy, które w dużej mierze może zaważyć na tym, jaki będzie nasz stosunek do materii i jak ją wykorzystamy w życiu.

Jakże często ludzie oceniają innych po wyglądzie zewnętrznym. Tu można wyrządzić komuś wielką krzywdę. Język niewerbalny może nas zawieść, o czym osobiście przekonałem się wiele razy. Spotykamy ludzi, których, na co dzień nazywają, użyję tu określenia mało delikatnego - pomylonymi. Dopiero po bliższym ich poznaniu, okazuje się, że ten ,,pomylony” jest człowiekiem niezwykle oświeconym, a jego życie wewnętrzne może służyć innym jako wzór do naśladowania. W tej grupie znajdują się różnego rodzaju naukowcy, aktorzy, filozofowie, muzycy, ezoterycy, malarze i inni. Tak się składa, że kiedy jest zapotrzebowanie na ,,rozśmieszaczy” [np. klaun cyrkowy], znajdą się tacy co podejmą się tego zadania. Prywatnie mogą być ludźmi, którzy mają wszechstronne wykształcenie, bogate wnętrze duchowe [dobry klaun, to osoba empatyczna, wrażliwa; Tak, to nie pomyłka!]. Podobnie ma się rzecz, jeśli spojrzymy na aktorów komediowych, ale mam tu na myśli tych, naprawdę wielkich. Czy ktoś wyobraża sobie aktora, pana Jana Kobuszewskiego, który wciela się w rolę tytułowego Hamleta?  Większość odpowie przecząco, ale ja mam inne zdanie. W tym miejscu nie mogę pominąć milczeniem wielkiej postaci historycznej, jaką był Stańczyk – błazen królewski. Ów Stańczyk był doradcą trzech królów polskich. To właśnie jego pytano o sprawy często najważniejsze w państwie, zdarzało się, że to jego głos, w pośredni sposób decydował o losach Kraju. W kilku przypadkach zlekceważono jego przestrogi, co zakończyło się źle dla Polski. O ile dobrze pamiętam, on sam był też postacią dosyć ,,tragiczną”. Poniżej przedstawiam obraz Jana Matejki - ,,Stańczyk” w czasie balu na dworze królowej Bon. Widać Jego wielkie zatroskanie po stracie przez Polskę Smoleńska w 1514 roku.

Teraz widać jak trudno jest odróżnić prawdziwego głupca, od ,,pozornego”, który w rzeczywistości jest postacią na wskroś pozytywną. Niezależnie od wszystkiego, obydwaj są potrzebni, obydwaj funkcjonują wśród nas.  


Stańczyk – błazen królewski. Obraz Jana Matejki


Od strony wróżebnej znaczenie tego Arkanu jest różnorodne. Może mieć setki znaczeń, w zależności od miejsca w rozkładzie, jak też postawionego pytania, o czym wiedzą wszyscy bez wyjątku tarociści. Nie będę omawiał, przypominał znaczeń Głupca w rozkładach.
Warto jednak pamiętać, że kiedy medytujemy na konkretny temat lub robimy rozkład, a Arkan Głupca pojawi się, w koronie rozkładu, [jako sygnifikator], nie możemy Go w żaden sposób lekceważyć. Wręcz przeciwnie - należy z Nim pracować dokładnie, z szacunkiem, a to dlatego, żeby w końcowym efekcie ,,nie wyjść na głupca”. 


Ez[o]

środa, 11 maja 2011

Droga donikąd



Podczas poniedziałkowego trzeciego etapu wyścigu Giro d’Italia, wydarzył się tragiczny wypadek. Niespełna dwadzieścia kilometrów przed metą, 27 letni kolarz belgijski  Wouter Weylandt, podczas zjazdu, stracił panowanie nad rowerem, co skończyło się Jego prawie natychmiastową śmiercią. Oto cytat z włoskiej prasy, zaczerpnięty ze strony internetowej EUROSPORT’u :

Wjeżdżając od Emilia Romagna właśnie w tym miejscu, można już poczuć zapach morza. Zjazd jest kręty i niebezpieczny, ale nowy asfalt i piękna sceneria każą zapomnieć, że ma się hamulce. Poza tym - to jest wyścig. Wouter lekko w tym miejscu zwolnił i obejrzał się, żeby zobaczyć kto jedzie obok niego. Kiedy znów spojrzał przed siebie, był już zbyt blisko murku.
Próbował hamować, na asfalcie pozostał wyraźny ślad, ale nie uniknął uderzenia pedałem w murek. Pedał się rozpadł, a Wouter wraz z rowerem wyleciał w powietrze i z pełnym impetem uderzył w asfalt. Pomoc była przy nim po 20 sekundach, minutę później dotarło mobilne centrum reanimacji. Tak naprawdę, kolarz już wtedy nie żył. Pomimo to, przez następne 45 minut prowadzono reanimację. Po lądowaniu helikoptera anulowano lot do szpitala, bo serce nie zareagowało. Była godzina 17:00. Nie można było zrobić nic więcej.
O 19:00 zabiły dzwony kościołów w Rapallo. Słynny fotograf Graham Watson skasował zdjęcia, które zrobił swojemu przyjacielowi na asfalcie. Dyrektor wyścigu Angelo Zomegnan oddał kolejny etap do dyspozycji kolarzy, a o 20:00 ruszył na lotnisko Malpensa, by odebrać żonę i rodzinę kolarza.

Wypadek Woutera Weilandta jest dziesiątym wydarzeniem [śmiertelnym wypadkiem] od początku lat dziewięćdziesiątych, a czwartym w historii Giro.

Dlaczego piszę o tym wypadku?
Od niepamiętnych lat, zaczynając wczesną wiosną, aż do późnej jesieni wiele godzin spędzam na rowerze. Teren górzysty, gdzie mieszkam, sprawia, że jazda na rowerze ma same zalety – piękne widoki, świeże powietrze, a przede wszystkim, to, że sylwetka i kondycja fizyczna pozostają na przyzwoitym poziomie.
Kiedyś sam uczestniczyłem w wypadku, który zakończył się tylko złamaniem trzech żeber, wielkim krwiakiem na oku, ogólnymi potłuczeniami i zniszczonym kolarskim ubiorem. W myśl powiedzenia górali: ,,Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”, a w żargonie kolarskim: ,,Jak nie złapałeś szlifów [potłuczeń, ran], nie należysz do bractwa kolarskiego”. To wszystko sprawia, że każde przykre wydarzenie na szosie, odbieram bardzo emocjonalnie.

Kolarze postanowili, że w hołdzie koledze, wtorkowy etap przejadą bez ścigania się, a wszystkie pieniądze, które przewidywał organizator, jako nagrody, przekażą rodzinie Weilandta.

Wczoraj po ,,wykręceniu” pętli z Wałbrzycha wokół Ślęży, przez Tąpadła, Sobótkę, Marcinowice, Świdnicę [102 kilometrów] usiadłem przed telewizorem by obejrzeć transmisję z tego ,,nadzwyczajnego” etapu, który okazał się czymś więcej niż zwykłą relacją sportową. Wysłałem korespondencję do komentatora stacji EUROSPORT’u, Pana Tomasza Jarońskiego, którą przytaczam w całości.

Szanowny Panie Tomaszu!

Jestem miłośnikiem kolarstwa, które jest dla mnie źródłem zdrowia fizycznego, a nawet czymś więcej. W miarę możliwości, staram się oglądać wszystkie relacje z zawodów kolarskich. Wzorem lat poprzednich – tegoroczny Giro d’Italia śledzę na bieżąco. Wtorkowy etap [czwarty] pozostanie w mojej pamięci do końca życia.
Pan ze swoim kolegą Adamem Proboszem, uprzedzaliście, że ten etap będzie inny, że nie będzie na nim ostrego ścigania, ucieczek na trasie i finiszu na mecie. To wszystko prawda. Od momentu załączenia telewizora aż do końca transmisji, ani przez chwilę nie odeszłam od telewizora. Myślę, że byłem jednym z bardzo wielu tysięcy, którzy nie byli tylko biernymi ,,oglądaczami” transmisji. Pański Kolega, Pan Adam, ten etap i uczestniczących w nim kolarzy nazwał ,,konduktem żałobnym” [bardzo trafne określenie]. Fani kolarstwa stali się uczestnikami, tego ,,konduktu żałobnego”, nie tylko w symbolicznym znaczeniu. W miarę jak peleton zbliżał się do mety, czułem coraz większe emocje. Po przejechaniu ,,kreski’ kolarze z grupy Leopard-Trek, w której jeździł Weylandt, miel łzy w oczach. Jak się później okazało, grupa ta wycofała się z wyścigu. Uważam, że była to z ich strony bardzo słuszna decyzja.

Muszę przyznać, że relacja, którą Panowie prowadziliście, była interesująca, a jednocześnie w tonie powagi, była hołdem dla nieszczęsnego Weylandta. Tak ją odebrałem, a myślę, że podobnego zdania jest zdecydowana większość telewidzów. Dziękuję Wam za to.

Tak na marginesie, mam jedną uwagę.
Podczas wtorkowej relacji, Panowie wspomnieliście o niedawnych burdach na stadionie w Bydgoszczy po pucharowym meczu piłkarskim, w nawiązaniu do zachowania kibiców - fanów kolarstwa. Uważam, że te dwie grupy trudno porównywać. Na stadionach króluje chamstwo, a nawet bandytyzm, z którym NIKT w naszym Kraju nie może sobie poradzić. Natomiast miłośnikami kolarstwa, w większości są osoby, które czynnie uprawiają, bądź uprawiały jazdę na rowerze. Ich obecność na zawodach jest spontanicznym kibicowaniem i chęcią spotkania się z gwiazdami kolarstwa.
Jako mieszkaniec Wałbrzycha, mam okazję oglądać szereg imprez kolarskich, które w naszym regionie odbywają się dość często, głównie – MTB. Boksy poszczególnych grup kolarskich nie muszą być chronione. Fani mogą podejść dość blisko do zawodniczek, które przygotowują się do startu. Wiele razy byłem w boksie grupy CCC, by porozmawiać z zawodniczkami. Nie zdarzyło mi się, by któryś z mechaników, masażystów, czy sam trener Pan Andrzej Piątek, odmówił mi spotkania z zawodniczkami. Ola Dawidowicz, Madzia Sadłecka,  Ania Szafraniec, Majeczka Włoszczowska oraz Paulina Gorycka – to sportowcy WIELKIEGO FORMATU, zawsze życzliwe, gotowe do rozmów z kibicami, stwarzają niezwykłą atmosferę.

Jesteście Panowie fachowcami - wielkimi znawcami kolarstwa, a co najważniejsze – potraficie podzielić się swoją wiedzą z telewidzami, a tym samym przyczyniacie się do popularyzacji tej niezwykłej dyscypliny sportu.

Pozdrawiam Panów bardzo serdecznie i życzę wszystkiego, co najlepsze.

Z poważaniem 
Edward Zdunek
z Wałbrzycha

  
Dzisiaj, w środę, Giro d’Italia jedzie dalej. Wypadki zdarzały się i będą dalej się zdarzać. Nawet teraz, kiedy piszę ten tekst a jednocześnie oglądam relację z wyścigu, miały miejsce dwie kraksy.
W tej chwili, godzina 16,57, na drodze szutrowej upadł kolarz z grupy RaboBank. Ktoś z obsługi wyścigu wołał o pomoc z udziałem helikoptera.   

Być może organizatorzy wielkich tour’ów wyciągną wnioski z tego tragicznego wypadku i będą wybierali trasy mniej ekstremalne zjazdowo. Problem dotyczy także tras w zawodach MTB. Podczas jednej z rozmów, Pan Ryszard Szurkowski, powiedział mi, że jeden ze zjazdów w Szczawnie Zdroju, jest nadzwyczaj niebezpieczny. Był zdziwiony, że organizatorzy zdecydowali się na wyznaczenie tak trudnej trasy. Obecnie ten odcinek trasy jest wyłączony – zawodnicy go nie pokonują. Jest to zasługa pana Ryszarda.

Współcześni decydenci sięgają po różne ,,nowinki”, które sprawiają, że sport staje się coraz bardziej niebezpieczny, po to tylko, by zaspokoić, ,,wybredne gusta”  kibiców. Jest to droga donikąd. 

Ez[o]


Zdjęcia nawiązujące  do treści listu, który wysłałem 
do Pana Tomasza Jarońskiego. 
Zdjęcia  z boksu Grupy Zawodowej CCC Polsat Polkowice, zrobione 18 sierpnia 2009 roku, przed startem do kryterium ulicznego ,,Złota Spinka" w Wałbrzychu.  
Górne zdjęcie: Majeczka Włoszczowska (Mistrzyni Świata MTB) przegląda album ze swoimi zdjęciami, który Jej sprezentowałem.
Dolne zdjęcie: Przekazuję w prezencie album Madzi Sadłeckiej, po lewej stronie - M. Włoszczowska przegląda album.