poniedziałek, 26 września 2011

R.E.M. - to już historia


21 września 2011 roku, dotarła zza oceanu wiadomość, że:

Amerykański zespół rockowy R.E.M. podjął decyzję o zakończeniu swojej działalności.
L

Wiele razy nagrania tego zespołu można było usłyszeć w radiowej „Trójce”.

R.E.M. gościł na Torwarze w Warszawie, ale zdobycie biletów na koncert, graniczyło z przysłowiowym „cudem”.

Zespół istniał 31 lat.

Na szczęście, dzięki zdobyczom techniki – pozostała cała dyskografia grupy R.E.M., której fani będą mogli nadal słuchać. 

video

Ez[o]   

poniedziałek, 19 września 2011

Ezoterycznie na Skalnik



Inspiracją do napisania tego posta stała się moja ostatnia wizyta w Czarnowie, w niedzielę 11 września.  Dzięki uprzejmości mojego kolegi Stanisława, który jest „osobą zmotoryzowaną” znaleźliśmy się w Czarnowie, w pięknych, malowniczych Rudawach Janowickich. Zaplanowaliśmy wejście na Skalnik, by po powrocie, na farmie ekologicznej uczestniczyć w uroczystościach, które miały zakończyć się ucztą wegetariańską.

Kiedy wychodziliśmy z Czarnowa na szlak, zauważyłem grupkę małych dzieciaczków, które biegały na bosaka, miały gołe stopki. Widok ostatnio raczej rzadki - widywany przeze mnie sporadycznie. W jednej sekundzie, doceniłem mądrość rodziców tych dzieci. Czy można wyobrazić sobie bardziej bezpośredni kontakt z żywiołem Ziemi, niż chodzenie na bosaka? Współczesny człowiek od tego żywiołu jest odizolowany, podeszwami butów wykonanych z tworzywa sztucznego. W mieście, w ogóle niemożliwe byłoby puszczenie dziecka z gołymi stopami, ze względu na wszechobecne szkła z porozbijanych butelek! Zgroza!

Przed wyjazdem do Czarnowa proponowaliśmy znajomemu, by skorzystał z nadarzającej się okazji i nam towarzyszył. Usłyszeliśmy odpowiedź, że chętnie, ale tym razem nie skorzysta, ponieważ … w telewizorze będzie oglądał transmisję sportową. Komentarz zbyteczny, chociaż w dalszej części powrócę do tego wątku. Można powiedzieć, że nasza wędrówka na szczyt Skalnika przebiegała normalnie. Pogoda była przepiękna. Świeciło słońce, wiał delikatny, rześki wiaterek. Jednym słowem – wymarzona pogoda do „łazikowania”.  Na szlaku spotkaliśmy dwie grupy turystów. To nie pomyłka – tylko dwie grupy turystów. Obok Gór Sowich, Rudawy Janowickie nie są „zadeptywane” przez turystów, jak to ma miejsce w przypadku Śnieżki, którą doskonale widać (jak na dłoni) ze skały widokowej na Skalniku.

Śnieżka widziana ze Skalnika. [W centrum zdjęcia].

Tu można spotkać turystów, których obecność nie jest podyktowana snobizmem – chęcią pokazania się w „modnych” miejscowościach, takich jak Zakopane, czy chociażby pobliski Karpacz. Ci spotkani w Rudawach Janowickich, to prawdziwi turyści, którzy weszli na szlak, by spędzić czas w górach, by obcować z przyrodą. Na skale widokowej na Skalniku spotkaliśmy czwórkę turystów. Jeden z nich był zachwycony zachodem słońca, który obserwował z tego miejsca dzień wcześniej. W jego oczach był widoczny zachwyt. Dzięki doskonałej widoczności mogliśmy zaobserwować elektrownie wiatrowe w okolicach Złotoryi, Śnieżkę, Kowary, a nawet Legnicę. Schodząc na dół, do Czarnowa, w okolicy schroniska Czartak, spotkaliśmy wspomnianą – drugą grupę turystów, z którymi wymieniliśmy się pozdrowieniami. I tu mógłbym zakończyć relację z „wyprawy” na Skalnik, ale postaram się spojrzeć na nią okiem amatora ezoteryka, czego próbkę dałem, pisząc o „bosych’ dzieciaczkach.

Każdy z nas, na co dzień ma kontakt z ezoteryką – astrologią, działaniami magicznymi różnego rodzaju, ale tylko niewielka grupa ludzi odbiera je – nazwijmy to - w sposób szczególny, postrzega je, jako zjawiska tajemnicze, które stara się poznać, wykorzystując do tego celu różne narzędzia i zdobytą wiedzę pochodzącą z różnych źródeł. Jednak zdecydowana większość ludzi korzysta z ezoteryki – wiedzy tajemnej, ale odbiera ją, jako zjawisko naturalne, jako coś, nad czym nie ma potrzeby zastanawiać się. Czy zgłębiający nauki tajemne jest lepszym człowiekiem? Każdy z nas korzysta na co dzień z dobrodziejstwa, jakim jest prąd elektryczny, chociaż nie jesteśmy energetykami. Niewielu z nas może poszczycić się zawodem elektronika, co nie przeszkadza, że większość obsługuje komputery. Podobnie jest z wiedzą tajemną - korzystają z niej osoby nie będąc ezoterykami. 

Kiedy poruszamy się ulicami zatłoczonych miast, kiedy robimy zakupy w marketach (tych szczególnie unikam), spotykamy ludzi, o różnych, nie zawsze korzystnych wibracjach, które wpływają na nasz organizm. Tu na szlaku turystycznym, spotykamy ludzi usposobionych najczęściej w podobny sposób jak my. Mówiąc w uproszczeniu, że są to ludzie, którzy „nadają na tej samej fali”. Mamy wspólny cel – chęć bycia na świeżym powietrzu, obcowania z przyrodą. Lecz ta, rządzi się swoimi prawami, o czym często ludzie zapominają. Warto obserwować jak reaguje nasz organizm, kiedy idąc szlakiem, przechodzimy pod linią wysokiego napięcia, przechodząc przez polanę, wchodzimy do lasu. Zmienia się rzeźba terenu, którą A. Podwodnyj nazywa przestrzenią konfiguracyjną.

Wyobraźmy sobie sytuację, że podczas odpoczynku, ktoś nieproszony, niespodziewanie wpada do naszego mieszkania. Na pewno byłaby to dla nas sytuacja stresująca, stwarzająca olbrzymi dyskomfort. Jest to przykład naruszenia przestrzeni konfiguracyjnej naszego mieszkania.

Idąc szlakiem turystycznym,
nie naruszajmy jego przestrzeni konfiguracyjnej!

Sama nasza obecność, powoduje zmiany wibracyjne w środowisku. W przypadku lasu – zwierzęta zaczynają być niespokojne, czują się zagrożone, dlatego rozmawiajmy między sobą niezbyt głośno.  Tak się składa, że to właśnie zwierzęta, pierwsze wydeptały nam drogę – wytyczyły szlaki. To one właśnie, najlepiej wiedzą którędy poruszać się bezpiecznie, nie narażając siebie na szwank.

Idąc na Skalnik, spotkaliśmy ludzi życzliwych, uprzejmych, nastawionych niezwykle przyjaźnie wobec siebie. Obeznani z astrologią kabalistyczną powiedzą, że ciała astralne tych ludzi są na odpowiednio wysokim poziomie, podobnie jak ciała eteryczne, które są niejako matrycą dla ciała fizycznego. Nasz kolega – kibic, który przedkłada telewizor nad wędrówkę po górach, ma dość silne ciało eteryczne (sporo czasu spędza na rowerze), ale jest ono przez niego trochę zaniedbywane. Jemu podobny człowiek będzie narzekał, że nie ma siły, że wszystko go boli. Wystarczy, że wyjdzie z domu, rozrusza się i dojdzie do wniosku, że mylił się.

Wydaje mi się, że nad morzem, a przede wszystkim w górach, najpełniej możemy doświadczyć, poczuć na sobie obecność wszystkich czterech żywiołów. Będąc na skale widokowej Skalnika, poczułem na twarzy ciepło Słońca (Ogień); wiejący rześki, łagodny wiatr (Powietrze); pod nogami, twarda lita skała (Ziemia) i w zagłębieniach skalnych kałuże (Woda), które widać na zdjęciach.

Stanisław [na górnym zdjęciu] i ja [dolne zdjęcie]

Kiedy zeszliśmy do Czarnowa, na farmie ekologicznej, prowadzonej przez bhaktów (wyznawców Kriszny), spotkaliśmy turystę, którego widzieliśmy na Skalniku. Nawiązaliśmy z nim kontakt. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że jest on w tym miejscu po raz pierwszy. Razem ze Stasiem, nakłanialiśmy go, żeby pozostał na uczcie wegetariańskiej, która miała rozpocząć się za godzinę. Dał się przekonać.

Jerzy próbuje potraw wegetariańskich.

Jerzy – tak ma na imię poznany turysta – był zdziwiony, że można przyrządzić tak wiele smacznych potraw, nie używając do nich mięsa. Wytłumaczyłem mu, że potrawy te, nazywane prasadam, przyrządzają mnisi i bhaktowie, które przed spożyciem ofiarowanie są bóstwom. O czym, szerzej pisałem w poscie „Powiew hinduizmu – W świątyni”. http://umiarkowany-eremita.blogspot.com/2011/02/powiew-hinduizmu-w-swiatyni-1.html

Przed wyjściem w góry, usłyszałem od zaprzyjaźnionego bhakti słowa adresowane do mnie, a dotyczyły MK[Ch}*, która jest w „stanie błogosławionym”. Wywarły one na mnie wielkie wrażenie. Nie zapomnę ich do końca życia. Chociażby dla usłyszenia tych, jakże ważnych słów, warto było jechać do Czarnowa. Dziękuję Ci Prabhu. Hari Bol!

Każdy wypad w Rudawy Janowickie i pobyt wśród Mnichów (hinduistów) w Czarnowie oraz wspólne spożycie z Nimi posiłków wegetariańskich (prasadam), jest oderwaniem się od zgiełku „blokowiska”, w którym żyję. Wracam wyciszony, szczęśliwy i co najważniejsze – czuję się lepszym człowiekiem. Być może, jest to moje subiektywne odczucie, ale wędrówki po górach i pobyt wśród życzliwych mi ludzi jest czymś wspaniałym, niezwykle budującym.

Ez[o]

piątek, 9 września 2011

Unikalne świątynie


Postanowiłem, że swoje wyjazdy rowerem, będę poświęcał konkretnemu tematowi, o czym pisałem w jednym z postów, zatytułowanym „Po remanencie”. Do końca, nie wywiążę się ze swoich planów, ponieważ chęci przejechania jednorazowo dużej ilości kilometrów, niejako ograniczają moje możliwości związane z dokumentowaniem miejsc – zdjęcia, filmiki, a do tego dochodzą wyjazdy z innymi osobami, do których muszę się przystosować, mając na względzie wybór trasy, czas przejazdu itp.. Niemniej, będę starał się, co jakiś czas urozmaicać swoje wpisy na blogu „przerywnikami z jazdy rowerem”, które prawdopodobnie mają niewiele wspólnego z ezoteryką. Użyłem określenia „prawdopodobnie”, ponieważ nic nie jest pewne na tym Świecie oprócz Śmierci, z którą każdemu przychodzi się zmierzyć, a właściwie – stanąć przed nią „oko w oko”. Wiedza tajemna jest wokół nas, tylko nie potrafimy jej do końca zobaczyć, poczuć, zrozumieć.

¬

21 sierpnia, w niedzielę, zaplanowałem wyjazd rowerem, do Jawora i Świdnicy, gdzie znajdują się świątynie, które warto odwiedzić, obejrzeć i poznać ich historię. Są to dwa kościoły ewangelickie, które powstały w zbliżonym okresie – po wojnie trzydziestoletniej. Trzeci bliźniaczy kościół został wybudowany w Głogowie, ale niestety nie przetrwał do dziś. Do budowy tych świątyń użyto drewna, słomy, piasku i gliny. Powstały one dzięki łaskawości Ferdynanda III Habsburga – katolickiego cesarza rzymskiego i króla Niemiec. Obydwa kościoły wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, są oddalone od siebie o 35 kilometrów. Przez cały rok są odwiedzane przez turystów z całego świata, ale głównie z Polski i Niemiec. Wnętrza tych świątyń są unikatowe, niepowtarzalne.

Nie będę szczegółowo opisywał historii tych kościołów, ponieważ można je znaleźć w Internecie, chociażby, w Wikipedii.

Traktuję tego posta jako reportaż, w którym znajdują się moje własne refleksje, odczucia jakie mi towarzyszyły podczas zwiedzania obydwu świątyń. Być może zrobiłem go po amatorsku, a zdjęcia i filmiki też nie są najwyższej jakości, ponieważ wykonywałem je aparatem kompaktowym (Kodakiem).


Około dziewiątej rano wyjechałem z Wałbrzycha. Po przyjechaniu do Jawora, odebrałem telefon od Kolegi, który dzwonił do mnie z … Jawora. Nie umawiałem się z nim na spotkanie w tym mieście, ani w tym dniu. Tak miało być. Spadł mi jak z przysłowiowego nieba, ponieważ zostawiłem rower pod Jego opieką, a sam wszedłem do kościoła, by nakręcić filmik.

video

Po wyjściu ze świątyni nakręciłem drugi filmik. W tym czasie dzwony kościelne nawoływały wiernych na mszę, która niebawem miała się rozpocząć.

video

Tablica pamiątkowa.

Wejście do świątyni.

Drogowskazy.

Z Jawora przez Strzegom pojechaliśmy do Świdnicy.
Tu spotkaliśmy kilka grup turystów (głównie z Niemiec), którzy przyjechali autokarami. Nie wchodziłem do wnętrza kościoła, ponieważ znajdowało się w nim dużo turystów, co przeszkadzałoby w kręceniu filmiku. Przedstawiam filmiki, które wykonałem z dwóch miejsc. Na pierwszym - widoczne resztki nekropolii, jakie jeszcze pozostały oraz sama świątynia.

video
  
Obecnie trwają prace konserwatorskie, które mają odtworzyć (częściowo) nagrobki, które są perełkami zawierającymi między innymi epitafia. Ostatnią osobą, która została pochowana na terenie przykościelnym, był duchowny, związany z tą świątynią, a miało to miejsce w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Taką informację uzyskałem od starszej pani, która jest gospodarzem tego terenu.

Resztki nekropolii.

Główne wejście do kościoła.

Drugi filmik wykonałem od strony głównego wejścia. Niestety, ale słychać na nim odgłosy – stukot butów kolarskich, których metalowe progi – zapięcia na podeszwach uderzają o kostkę brukową.

video
  
Ogółem przejechaliśmy 102 kilometry, co jest dystansem standardowym, tzn. nieodbiegającym od innych wyjazdów na „dwóch kółkach”.


Po zwiedzeniu obydwu świątyń, powstają pytania: Czy coś we mnie zmieniło się na lepsze? Czy ta „żywa” lekcja historii poruszyła moje wnętrze? Na pewno – tak, ale głębsze refleksje przyjdą później, bo to wymaga czasu.


Jako mieszkaniec Wałbrzycha, zapraszam i zachęcam wszystkich do zwiedzenia obydwu świątyń oraz innych zabytków, których na pięknej Dolnośląskiej Ziemi jest bardzo dużo. Jak zajdzie potrzeba, mój dom stoi otworem dla wszystkich dobrych ludzi, którzy znajdą w nim ciepło rodzinne, nocleg i może skromny, ale smaczny poczęstunek.    



Uzupełnienie do posta „Po remanencie”.

W Bractwie Krzyżowców w Świdnicy otrzymałem informację, że pieczę nad krzyżami pokutnymi sprawują mieszkańcy, na których terenie one się znajdują. Niektóre krzyże są pomalowane białą farbą przez okoliczną ludność, która być może robi to w dobrej wierze, ale szpeci je w ohydny sposób. Będę drążył ten temat, tym razem u konserwatora zabytków.

Ez[o]