poniedziałek, 12 lutego 2018

CZTERY, CZY PIĘĆ?



Po dość długiej przerwie pojawiam się na swoim blogu.
Wiem, że żadne usprawiedliwienie mnie nie tłumaczy, niemniej częściowo winy doszukuję się w zbytnim zaangażowaniu się na Facebooku. Zauważyłem, że podobny problem ma wiele ludzi, to znaczy, są zaabsorbowani wpisami na Facebooku kosztem bogów. Czas najwyższy zmienić ten stan rzeczy. 


A teraz do rzeczy... 

Od wielu lat zgłębiam ezoterykę, głównie Tarota i nie tylko. Wiedza ezoteryczna jest niezwykle fascynująca, rozległa - obejmuje szereg dziedzin, w tym astrologię, której także poświęcam wiele czasu. Od kilkunastu lat mam kontakt z bhaktami - wyznawcami Pana Kriszny, co pozwoliło mi bliżej "zetknąć się" z astrologią wedyjską, czyli indyjską. Między astrologią klasyczną, czy jak kto woli - europejską a astrologią wedyjską, jest wiele istotnych różnic. Dzięki uprzejmości wspomnianych bhaktów mogę korzystać z udostępnionych mi materiałów, które okazały się niezwykle przydatne. Dodam, że ich interpretacja jest przystępna, odwołuje się do logicznych pojęć używanych w życiu codziennym. Większość elementów obydwu astrologii jest wspólna co jest okazją do praktycznego korzystania z elementów astrologii wedyjskiej, przy interpretacji astrologii klasycznej. 

Astrologia wedyjska posługuje się Zodiakiem stałym czyli gwiazdowym, natomiast zachodnia (europejska) -  Zodiakiem ruchomym, czyli zwrotnikowym. Mówiąc kolokwialnie astrologia europejska "odwołuje się" do Słońca, natomiast wedyjska - do Księżyca. W tym miejscu należałoby skupić się na różnicach między tymi dwoma systemami astrologii. Ze zrozumiałych względów ograniczę się jedynie do podstawowych, zasadniczych różnic, by w dalszej części tego posta skupić się na Żywiołach, a właściwie na piątym Żywiole. Być może kiedyś powrócę do tego tematu, chociażby dlaczego, by wyjaśnić dlaczego znaki Zodiaku w horoskopie wedyjskim nie przypadają w tym samym czasie, co w horoskopie europejskim, skąd te rozbieżności. Tyle, tytułem wstępu. 


ZNACZENIE ASTROLOGII 


Według niemieckiego astrologa HAJO BANZHAF'A
 
Astrologia to tajemna nauka o Naturze,
wiedza o miejscu człowieka w Kosmosie.

Tak w Polsce, jak i większości państw w Europie astrologia nie jest uznawana za naukę sensu stricte. Wyjątek stanowi wąska grupa osób zajmująca się profesjonalnie astrologią. Tzw. "uznawane naukowe autorytety" traktują astrologię, jako niewinną zabawę, która nie znajduje potwierdzenia naukowego (!). Kiedy mowa o astrologii, wtedy zasłaniają się gazetowymi horoskopami, które mówiąc szczerze, nie mają nic wspólnego z prawdziwą astrologią, ale jest dla nich okazja do umniejszania roli Astrologii, tej przez duża "A". 

W Indiach astrologia ma zupełnie inne znaczenia, jest uznawana, jako dziedzina wiedzy. Istnieją tam szkoły kształcąc przyszłych astrologów. Co ciekawe, nauczanie matematyki ma wymiar czysto praktyczny, co nie znaczy, że chętni zgłębiania matematyki na poziomie akademickim, są tego pozbawieni. Astrologów można spotkać na ulicach większych miast, oferują oni "swoje usługi" - obliczają horoskopy, przepowiadają przyszłość. Istota horoskopu wedyjskiego polega na prognozowaniu przyszłości, ostrzeganiu o grożących niebezpieczeństwach, ich omijaniu, a w najgorszym wypadku - łagodzeniu ich skutków. Natomiast astrologia klasyczna ogranicza się głównie do sporządzenia analizy psychologicznej człowieka. Dla jasności, nie chcę być źle zrozumianym, europejska nie pozbawia astrologa sporządzenia prognozy na przyszłość. 

Ja wspomniałem, astrologia w Indiach odgrywa bardzo ważną rolę. Jest szeroko wykorzystywana na co dzień. Nowo narodzone dziecko otrzymuje imię wskazane przez astrologa; sugeruje wybór przyszłego zawodu, który będzie dla niego najbardziej korzystny. Jako ciekawostkę mogę podać, że dawni mędrcy Indii potrafili obliczyć horoskopy dla ludzi, którzy jeszcze się nie narodzili. Horoskopy te są zgromadzone w słynnych Bibliotekach Liści Palmowych rozsianych po całych Indiach. Mówi się, że w archiwach tych Bibliotek zdeponowany jest boski plan tego Świata. Nie można wykluczyć, że w tych archiwach znajdują się nie tylko nasze horoskopy, ale także informacje o naszych wcześniejszych wcieleniach. 




Przykładowe kosmogramy: pierwszy europejski, drugi wedyjski.



CZTERY, CZY PIĘĆ?


Na wstępie zaznaczyłem, że nieco więcej uwagi poświecę jednemu z elementów astrologii - Żywiołom. 

W astrologii europejskiej odróżniamy cztery, podstawowe Żywioły: OGIEŃ, WODA, POWIETRZE, ZIEMIA. Na kosmogram astrologiczny składają się trzy odpowiednio rozmieszczone elementy: planety, znaki Zodiaku i domy astrologiczne. Do pełnego odczytania kosmogramu  (horoskopu) niezbędny jest czwarty element - Żywioły, które zaczynają towarzyszyć nam z chwilą przyjścia na świat.
Brak jednego z żywiołów, oznacza jedno - fizyczną śmierć.  Wszystkie cztery Żywioły towarzyszą nam od chwili urodzin aż do śmierci. Dziecko rozwijając się w łonie matki czuje się bezpiecznie aż do chwili przyjścia na świat. Pierwszy wdech POWIETRZA do płuc; oślepiający blask światła (OGIEŃ); obmycie ciała (WODA) i położenie w łóżeczku (ZIEMIA) sprawiają, że nowy "przybysz Ziemi" doznaje szoku. Dodatkową traumą dla noworodka jest opuszczenie bezpiecznego miejsca - łona matki, odcięcie pępowiny, zderzenie się z otwartą przestrzenią, które sygnalizuje rozpaczliwymi ruchami rąk i nóg. Dopiero po owinięciu ciała, dziecko się uspokaja.   

Dla pełniejszego zrozumienia roli, jaką odgrywają Żywioły w naszym życiu, przypominam koncepcję niemieckiego astrologa HAJO BANZHAF'A, który podzielił je na trzy stopnie intensywności swoich cech: 

 1. Siła wyrywająca się na wolność;
 2. Pokojowa siła;
 3. Przetransformowana siła. 



Zamieszczam zdjęcie, które odzwierciedla koncepcję intensywności poszczególnych żywiołów:

OGIEŃ              pierwotny ogień - ognisko - światło;
WODA               potop - morze - woda do picia;
POWIETRZE    huragan - wietrzyk - oddech;
ZIEMIA             trzęsienie ziemi - fundament - kamień;
ETER                kosmiczny wielki wybuch - powstawanie planet - kosmos.

Pojawił się Eter, który jest piątym Żywiołem w astrologii wedyjskiej. Pierwsze cztery są niezbędne człowiekowi w czasie trwania życia. A co z piątym Żywiołem? Czy także jest niezbędny do życia? 

Cofnijmy się w czasie. Starożytni Grecy wierzyli, że Świat jest zbudowany z pięciu elementów, a pierwszym z nich był... eter. Współcześni naukowcy jeszcze kilkadziesiąt lat temu udowodniali, że przestrzeń (eter) nie jest elementem, ponieważ nie posiada żadnych cech. Teraz już nie jest to tak oczywiste. Pustka stwarza warunki do życia. Starożytni uważali, że pustka jest swego rodzaju kosmicznym łonem, podtrzymującym życie. 

Dziewięć szprych i piasta tworzą koło,
Lecz tylko pustka między nimi tworzy istotę koła.
Gliniane ścianki i denko tworzą dzban,
Ale tylko pustka między nimi tworzy istotę dzbana.
Ściany i dach tworzą dom,
Ale tylko pustka między nimi tworzy istotę domu.
Poszczególne wydarzenia tworzą ludzkie życie,
Ale tylko pustka między nimi tworzy istotę życia.
                                                                  Lao-Tse, Tao Te King


Z psychologicznego punktu widzenia przestrzeń ma olbrzymie znaczenie. Jeśli umysł jest pełen myśli i wspomnień, często bolesnych, zaczyna pojawiać się stres, depresja. Pozostaje jedyne wyjście - wymazać je z pamięci, tworząc w umyśle trochę wolnej przestrzeni. Mówiąc współczesnym językiem, należy "zresetować" nagromadzone zło. Oczywiście nie jest to łatwe zadanie, ale możliwe do zrealizowania - udaje się. Doskonałym narzędziem w tym wypadku mogą okazać się różnego rodzaju techniki medytacyjne, czy ostatecznie bardziej drastyczne "terapie szokowe". Podobnie dzieje się w świecie materialnym. Musi umrzeć jedno, by zrobić miejsce, walną przestrzeń dla nowego rodzącego się. Pomieszczenia bez wolnej przestrzeni, stają się bezużyteczne; przerwa w rozmowie jest przestrzenią, która pozwala na pojawienie się odpowiedzi. Nierzadko słyszymy o braku przestrzeni życiowej, która de facto jest, ale na tyle niewystarczająca, że powoduje dyskomfort. Przykładem ograniczania przestrzeni są chociażby ciasne pomieszczenia w środkach komunikacji - w autobusach, pociągach, czy też samolotach, co objawia się klaustrofobią. 

Posłużę prostym przykładem, który zobrazuje znaczenie przestrzeni. Nierzadko zdarza się, że osoba ogranicza cudzą przestrzeń, nie potrafi uszanować prywatności innych osób. By przekonać się, jak ważne znaczenie ma przestrzeń, wystarczy zrobić prosty eksperyment. Podczas rozmowy z inną osobą zachowujemy pewną odległość. Wystarczy powoli zbliżać się do rozmówcy, by przekonać się, że zacznie się ona od nas cofać, poczuje dyskomfort. Po prostu naruszyliśmy jej bezpieczną przestrzeń, wtargnęliśmy w jej przestrzeń, niczym intruz.  
Każdy z nas z różną intensywnością odbiera poszczególne Żywioły. Jedni kochają Żywioł Ziemi - pracują w ogródku; inni uprawiają sport, który jest zasilany Żywiołem Ognia. A czym objawia się u człowieka wzmożone zapotrzebowanie Eteru (przestrzeni)? Ci ludzie, to typowi "bujający w obłokach" - spadochroniarze i inni amatorzy "fruwania". Intensywność odbierania poszczególnych żywiołów zależy od znaku Zodiaku, który jest przypisany danej osobie. 


Na zakończenie pewna refleksja. Człowiek umierając "żegna się" z Żywiołami, ale czy ze wszystkimi? Najprędzej, jeszcze za życia powoli żegna się z Żywiołem Wody, czego oznaką są pojawiające się zmarszczki, wiotczenie ciała, a nawet kurczenie się. A co się dzieje z Żywiołem Eteru (przestrzeni) podczas śmierci? Każdy, kto wierzy w reinkarnacje nie ma z tym najmniejszego dylematu. Wyznawcy hinduizmu śmierć człowieka określają inaczej niż my wychowywani w kulturze europejskiej, mówią: "opuścił ciało", a dokładniej - "dusza opuściła grzeszne ciało". Dusza przenosi się w "inne przestrzenie", by po pewnym czasie powrócić na Ziemię i... wcielić się. Tu daje o sobie znać karma, ale to zupełnie inny temat. 

Myślę, że treścią tego posta rozwiałem wątpliwość, którą zawiera on w tytule, ale czy wszystkich? Wątpię.

środa, 31 maja 2017

Trudne pytanie - trudna odpowiedź



Na wstępie kilka zdań dotyczących mojego bloga. Nietrudno zauważyć, że zaniedbałem na nim swoją aktywność. Wiem, że tak do końca, żadne tłumaczenie mnie  nie usprawiedliwia, niemniej warto odnieść się do tej kwestii. Większość moich znajomych, którzy prowadzą bloga popełnia "grzech" podobny do mojego. Zdaję sobie sprawę, że jest to dla mnie marna pociecha. Niestety, a może "stety" doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, których racjonalne wykorzystanie nie jest łatwe. Głównym sprawcą mojej absencji "na blogu" jest... Facebook, na którym od pewnego czasu jestem dość aktywny. Rozważam powrót do bloga, ograniczając swoje wpisy na Facebooku. Można ten dylemat zakończyć cytatem z wiersza ALEKSANDRA FREDRY: "Osiołkowi w żłoby dano/ w jeden owies, w drugi siano".


A teraz do rzeczy. 9 grudnia 2012 roku, na blogu zamieściłem artykuł zatytułowany "Wampiryzm energetyczny", a to spowodowało, że dużo osób podzieliło się ze mną wieloma, często ciekawymi komentarzami. Jak widać, temat ten jest "nośny", ciągle aktualny, ponieważ dotyczy każdego z nas, niezależnie od wieku, płci, nawet przekonań religijnych, bagażu doświadczeń, trudności, z którymi przychodzi nam zmagać się w życiu. Tak "zmagać się" (to nie przejęzyczenie), wszak życie to ciągła wędrówka, poszukiwanie nowych wartości na drodze duchowego rozwoju, przeplatanymi prozą codziennego życia, chociażby takimi, jak zdobywanie środków do życia.  

Ostatni komentarz do artykułu "Wampiryzm energetyczny" stał się przyczynkiem do tego  artykułu. Komentarz ten napisała kobieta skrywająca się, jako "Anonimowa". Mówiąc szczerze, nie jestem zwolennikiem anonimowości, ale... Pozwolę sobie na zacytowanie w całości tego komentarza, z zachowaniem oryginalnej jego pisowni. Zapewniam, że tego bym nie uczynił, gdyby nie pierwsze jego zdanie, w którym pani Anonimowa (tak będę ją dalej określał) zwraca się do szerszego ogółu czytelników o pomoc. 

A może mi ktoś powie jak się ustrzec negatywu mieszkając pod jednym dachem z kimś, kto jest wampirem energetycznym? Mój mąż jest cholernie kłótliwy, z każdej prośby, uwagi, czy innej błahostki potrafi zrobić awanturę a jego słowo musi być ostatnie. Nie wystarczy mi powiedzieć: dosyć! Cisza! Nie, on będzie ciągnął, rozwijał temat do absurdu. Po czymś takim jestem całkowicie wyssana z sił, czuję się tak jakby po mnie ciągnikiem ktoś przejechał. Wówczas dosłownie padam na łóżko i po jakimś czasie zasypiam. Taki stan trwa od 12-24 h. Nie mogę od niego odejść, mam za dużo lat.... Bardzo się staram unikać konfliktów, ale przecież są prace, które kobieta nie jest w stanie zrobić, muszę poprosić męża o pomoc, a wówczas ...... zaczyna się narzekanie (chociaż nie zawsze, przyznaje). W moim domu to ja, pomimo ze jestem spod znaku Wagi, jestem zmuszona być sterem, żeglarzem,okrętem.... Zanim nie wyszłam za tego człowieka byłam okazem zdrowia, teraz nie mam sił do życia, jestem ciągle zmęczona. Przed kilkoma laty oglądałam pewien program o ezoteryce w tv, gdzie któraś z osób posiadająca "dar jasnowidzenia" powiedziała, ze należy się strzec osób mających w dacie urodzenia trzy dwójki (napz. 1947.02.22), lub trzy trójki. Mój mąż ma trzy dwójki, jego s.p. matka również - trzy dwójki. Teraz, kiedy sobie przypominam ich relacje - oni nie rozmawiali między sobą normalnie, oni przekrzykiwali się nawzajem.... Gdybym wówczas wiedziała co mnie czeka, uciekłabym gdzie pieprz rośnie ...

Można jednoznacznie stwierdzić, że Anonimowa porusza dość typowy problem kobiet żyjących w tzw. toksycznych związkach. Nietrudno wyobrazić sobie głos Pań Feministek i innych kobiecych organizacji, które byłyby chętne pomóc pani Anonimowej. Bardzo dobrze, każda pomoc jest mile widziana. Obawiam się, że w tym konkretnym wypadku pomoc może okazać się niezwykle trudna. W komentarzu jest wiele sprzeczności. Używając terminologii motoryzacyjnej, można je porównać do jazdy samochodem, w którym kierowca wciska pedał gazu i jednocześnie używa hamulca.

Pierwsza część mojej wypowiedzi będzie dotyczyła sensu stricte treści, a także wątpliwości, jakie pojawiają się w tym komentarzu, by później - w drugiej części, podzielić się szerszymi, bardziej ogólnymi refleksjami, które nie dotyczą li tylko Pani Anonimowej, co sobie z góry zastrzegam. 

Można wywnioskować, że Anonimowa żyje w ciągłych nerwach, w stresie spowodowanymi złą rodzinną atmosferą. Podkreśla, że głównym winowajcą jest Jej mąż, który wszczyna awantury. Autorka komentarza wraca do swojej przeszłości, pisząc: Zanim nie wyszłam za tego człowieka byłam okazem zdrowia, teraz nie mam sił do życia, jestem ciągle zmęczona. Tu ciśnie się na usta pozornie prosta, ale zarazem trudna do zrealizowania z wielu względów rada. Po prostu odejść, zakończyć ten trudny związek. Anonimowa pisze: Nie mogę od niego odejść, mam za dużo lat.... Zadaję retoryczne pytania: Czy wiek jest przeszkodą w podjęciu decyzji o odejściu? Czy warto marnować swoje zdrowie i życie? Nie! Nie należy zapominać, że każdy dzień, każda godzina życia jest boskim darem, którego nie należy marnotrawić. Niestety większość ludzi odczuwa deficyt czasu, który wynika z pogoni za awansem zawodowym, za pieniądzem. 

Sytuację, którą w komentarzu opisuje Anonimowa, można zobrazować przy pomocy trzech Wielkich Arkanów Tarota: Wisielca (Powieszonego), Diabła i Wieży. Celowo wybrałem karty z talii Pictoral Key Tarot, ponieważ są one niezwykle sugestywne - "przemawiają obrazem". Być może pani Anonimowa, po ich obejrzeniu, bliższym poznaniu, zobaczy w kartach sytuację, w jakiej się znajduje, wyciągnie wnioski, a w rezultacie sama podejmie decyzję jak rozwiązać problem. Używam w tym wypadku wyjątkowego uproszczenia, które przez ezoteryka może być nieprzychylnie przyjęte. 


Pierwsza karta - Wisielec, wskazuje sytuację, w jakiej się Anonimowa znajduje.
Zanim nie wyszłam za tego człowieka byłam okazem zdrowia, teraz nie mam sił do życia, jestem ciągle zmęczona.
Świat z perspektywy osoby powieszonej za nogi wygląda inaczej, nienaturalnie Jest to pozycja niekomfortowa, którą należy zmienić  - stanąć ponownie na nogi

Druga Karta - Diabeł, to obraz obecnej sytuacji.
Mój mąż jest cholernie kłótliwy, z każdej prośby, uwagi, czy innej błahostki potrafi zrobić awanturę a jego słowo musi być ostatnie. Nie wystarczy mi powiedzieć: dosyć! Cisza! Nie, on będzie ciągnął, rozwijał temat do absurdu.
Niekończące się kłótnie, awantury, życie w ciągłym stresie, to typowe cechy przypisane diabłowi.

Trzecia karta - Wieża, też pokazuje obecną sytuację, ale jednocześnie ostrzega, co może nastąpić, kiedy człowiek pozostaje bierny, nie podejmie działań jak to czyni Anonimowa, która pisze:
Nie mogę od niego odejść, mam za dużo lat....

Trzecia karta jest odpowiedzią i jednocześnie ostrzeżeniem. Trwanie w rozsypującej się wieży musi zakończyć się tragicznie. Im wcześniej opuścimy rozsypującą się wieżę (toksyczny związek), tym lepiej dla nas - mniej "gruzu" spadnie na naszą głowę. 
 
Tyle mam do powiedzenia i przedstawienia (w kartach Tarota) pani Anonimowej. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moje zdanie - odpowiedź na komentarz, który zamieściła na blogu. Muszę wyraźnie, dobitnie podkreślić, że każdy sam podejmuje suwerenną decyzję



Teraz kilka zdań ogólnej natury, jakie przychodzą mi na myśl po przeczytaniu komentarza Anonimowej, które nie odnoszą się bezpośrednio do Niej, chociaż są związane z wampiryzmem energetycznym. 

Po pierwsze. Wiele osób tkwi w toksycznych związkach, odgrywając rolę "cierpiętnika". Taka rola często im odpowiada. W momencie, kiedy nadarza się sprzyjająca okazja zmienić stan rzeczy, rezygnują, wycofują się. "Dzieląc się" swoimi problemami, bolączkami z innymi ludźmi, oczyszczają swój organizm, ale jednocześnie obciążają napotkane osoby negatywnymi wibracjami. W tym miejscu staje się zasadne pytanie: Czy ci ludzie nie są wampirami energetycznymi? Nie mam najmniejszych wątpliwości - są nimi. Często nie zdają sobie z tego sprawy. Gotowi są przysiąc, że robią to w dobrej wierze. Co ciekawe, kiedy problem znika, nieświadomy swojego wampiryzmu człowiek zaczyna chorować, poszukuje nowych bodźców - problemów. Można te zjawisko porównać do zachowań hipochondryka, który nie może żyć bez sztucznie wywołanej choroby. 

Po drugie. Nie zapominajmy o tzw. związkach karmicznych. Dopóki do końca karma nie zostanie przepracowana, dopóty taki związek będzie trwał. Może zdarzyć się, że obecny (toksyczny) związek, jest niczym innym, jak kontynuacją związku z poprzedniego wcielenia. Oczywiście nie należy usprawiedliwiać zwykłego lenistwa, czy strachu, jaki może towarzyszyć przy rozstaniu, długami karmicznymi, czy obawą w rodzaju: "Co powiedzą ludzie, kiedy się rozstaniemy?" Śmieszne, wręcz małostkowe! Pan FLAVIO ANUSZ napisał: "Małżeństwo to nie składka emerytalna." Trudno z tym twierdzeniem się nie zgodzić. Warto wziąć je sobie głęboko do serca.

Zamykam ten wpis, zamieszczając kartę o cudownych wibracjach - Dwudziesty Pierwszy Wielki Arkan Tarota - ŚWIAT


Ez[o]   

środa, 26 października 2016

YIN i YANG



Autobus miejskiej komunikacji.
Młoda dziewczyna na szyi ma łańcuszek z wisiorkiem.
- Przepraszam panią, chciałem zapytać,
co symbolizuje wisiorek na pani piersiach?
- Nie wiem.  
?
Kupiłam go w sklepie z pamiątkami,
ponieważ mi się spodobał.
- Sprzedawca nie poinformował panią,
co on przedstawia, co symbolizuje?
- Nie, a czy to ważne?
- Być może nie jest ważne dla pani,
ale ja bym zapytał sprzedawcę.


Taką rozmowę przeprowadziłem kilka miesięcy temu. Można określić ją, jako banalną, niewiele nieznaczącą, ale...  W tym miejscu przychodzą mi na myśl pewne refleksje. Otóż, wiele razy miałem okazję zadawać podobne pytania, które za każdym razem dotyczyły przedmiotów nazywanych przez ich posiadaczy - ozdobami, rzadziej talizmanami. Dochodzę do wniosku, że większość ludzi kupuje te często magiczne przedmioty nie zdając sobie sprawy z ich właściwości, mocy, jakie one posiadają i jak się z nimi obchodzić. Przez pewien czas panowała "moda" na noszenie Pentagramu w formie wspomnianych wisiorków, nawet guzików, a także tatuaży. Pentagram oprócz bogatej symboliki, wytwarza wibracje, które w zależności od jego położenia mogą być korzystne dla człowieka, bądź wpływać destrukcyjnie, szkodliwie. 

W jednym ze sklepów jubilerskich oglądałem zloty Pierścień Atlantów, który tworzył zamkniętą obrączkę. Złotnik, który go wykonał nie miał, mówiąc kolokwialnie - "bladego pojęcia" - do czego on ma służyć. Pani sprzedawczyni była wielce zdziwiona, kiedy jej powiedziałem, że Pierścień ten powinien być przecięty od wewnętrznej strony. Osobnym problemem stwarzającym zagrożenie dla naszego zdrowia, jest nierozważne, czy wręcz bezmyślne obchodzenie się z wahadełkami, traktowanymi często, jako kawałek ozdobnego metalu na sznurku. Podobnych przykładów można przytoczyć znacznie więcej. 

Dziewczyna w autobusie, jak nietrudno domyśleć się, miała na piersiach wisiorek symbolizujący yin i yang

Yin i yang jako symbol graficzny, w swojej prostocie nie powinien nastręczać większych trudności, kiedy przyjdzie nam dokonać jego opisu. Sam jego kształt - w postaci koła - wiele mówi. Koło jako figura geometryczna nie ma początku ani końca. Oczywiście, można na kole zaznaczyć początek, ale wtedy jest on jednocześnie końcem, który jest ponownie początkiem i tak w nieskończoność. Koło symbolizuje cykliczność: powstawanie - zakończenie; narodziny - śmierć; dzień - noc, itd. 

Powierzchnia poła jest podzielona na dwie równe części, ale w sposób szczególny. Nie jest to prosta linia udzielająca dwie połowy. Te dwie części, jak wspomniałem, są równej wielkości, kształtem przypominają dwa splecione ze sobą embriony. Przynajmniej ja tak to odbieram. Jedna część jest czarnego koloru, druga - biała. W części białej znajduje się punkt czarny, i analogiczne w części czarnej - biały punkt. Można by powiedzieć: "Nie wszystko jest czarne i nie wszystko jest białe". 


Czym jest symbol yin i yang? 

W Wikipedii znajdziemy dość szczegółowy opis, którego cytuję pierwszą cześć:

Koncepcja yin i yang pochodzi od antycznej filozofii chińskiej i metafizyki. Opisuje ona dwie, pierwotne i przeciwne, lecz uzupełniające się siły, które odnaleźć można w całym wszechświecie.
Yang (dosłownie rozumiane jako "nasłonecznione miejsce, południowe, zbocze (wzgórza), północny brzeg (rzeki), światło słoneczne") reprezentowana przez biel i Słońce oznacza siłę, aktywność, radość, ciepło i lato, symbolizuje męski aspekt natury, ekstrawersję oraz liczby nieparzyste, odpowiada jej dzień, niebo oraz dusza hun. Yang symbolizuje ogień lub wiatr. Wszyscy urodzeni w parzystych latach.
Yan (dosłownie rozumiane, jako "zacienione miejsce, północne zbocze (wzgórza), południowy brzeg (rzeki), zachmurzenie, zaciemnienie) reprezentowana przez czerń i Księżyc, oznacza bierność, uległość, smutek, chłód i zimę, symbolizuje żeński aspekt natury, introwersję oraz liczny parzyste, odpowiada jej noc oraz dusza po. Yin symbolizuje woda lub ziemia. Wszyscy urodzeni w nieparzystych latach.    

Posłużę się cytatem z książki WILFIED'A RAPPENECKER'A - "5 żywiołów 12 meridianów - shiatsu i akupresura", w której autor o yin i yang pisze:

Teoria jin i jang to najprostsza teoria, jaką rozwinął człowiek. (...) Podstawowa zasada jin i jang powiada, że wszystko, co istnieje, ma swoje przeciwieństwo lub swoją drugą stronę, do której wykazuje odniesienia, z którą wchodzi we wzajemne relacje, z którą się uzupełnia i bez której byłoby niepełne. Dotyczy to nie tylko ludzi czy przedmiotów, ale całej natury, i odnosi się także do aspektów kulturowych, do idei i myśli. Swój odwrotny odpowiednik ma nie tylko Coś, ale także każda najmniejsza cząstka tego Czegoś. Wszelkie możliwe do pomyślenia przeciwieństwa zawierają taką właśnie dynamikę jin i jang. Nawet, jeśli bieguny takiej pary przeciwieństw wydają się krańcowo nie do pogodzenia (jak na przykład radość i cierpienie, miłość i nienawiść, wojna i pokój), to jednak wedle tej koncepcji warunkują one siebie nawzajem i tylko razem tworzą Całość.
Jeśli opisujemy coś jako jin, to zawsze odnosimy się jednocześnie także do tej drugiej jakości, czyli do jang. Jin nie ma bez jang żadnego sensu, odwrotnie jest tak samo*.  
----------------------
* oryginalna pisownia.    


Wystarczy dokładnie przeczytać powyższe cytaty, by prawidłowo kojarzyć pary przeciwieństw yin i yang, czyli zasadę żeńską z zasadą męską, np.: noc - dzień; zimno - ciepło; cicho - głośno; wojna - pokój, itd...

Popatrzmy jeszcze raz na symbol yin i yang. Pierwiastek żeński yin zawiera w sobie cząstkę yang i odwrotnie: yang - cząstkę yin

Ta ciągła przemiana odbywa się we wszystkim, co istnieje, a to oznacza, że nie ma stanu spoczynku. Dochodzę do wniosku, że ta ciągła przemiana jest "motorem napędowym" rozwoju a niekiedy upadku, nie tylko w sensie materialnym, ale także w aspekcie duchowym.

Popatrzmy na parę młodych ludzi, którzy zakochują się w sobie. Są ze sobą szczęśliwi. Po pewnym czasie, kończy się sielanka, przychodzi moment, kiedy zaczyna się między nimi "coś psuć", zaczynają partnerzy postrzegać wady w drugiej osobie, których do tej pory nie zauważali. Miłość przeradza się w... nienawiść. Można zaryzykować stwierdzenie, że nie była to miłość, a jedynie fascynacja, co w naszych rozważaniach nie ma większego znaczenia. 


Na przykładzie zjawiskach astronomicznych jaskrawo widać przemiany yin i yang, które odczuwamy wyjątkowo wyraźnie. Cykle dnia i nocy, pory roku, fazy Księżyca towarzyszą nam, na co dzień. 

Noc (yin) posiada w sobie zalążek zbliżającego się dnia (yang). Nad ranem maleje Wielkie Yin, powoli przechodząc w Małe Yang, które w południe zmienia się w Wielkie Yang, by powoli malejąc do wieczora (Małe Yang) zmienić się w Mały Yin, dochodząc do Wielkiego Yin. Analogicznie jest z porami roku, czy też fazami Księżyca. 


W Przyrodzie omawiana przemiana zachodzi równie wyraźnie, jednak uważamy ją za zjawisko na tyle oczywiste, że nie przykładamy do tej przemiany większej wagi, czemu nie należy się w ogóle dziwić. Obserwację rosnącego drzewa, później owocującego, można porównać do korzystania z telewizora. Nie musimy być elektronikami, czy sadownikami, żeby z nich korzystać. Podobnie jest z przemianą yin i yang, które zachodzą w Przyrodzie. Wydaje mi się, że dobrym przykładem może być rozmnażanie ślimaków, które mogą być obojnackie, co w tym wypadku yin i yang może występować w odmienny, różny sposób, niż u ślimaków rozdzielnopłciowych. 

W tym miejscu potrzebne jest wyjaśnienie, które ma obalić kłam schematowi myślowemu, że yin oznacza słaby a yang oznacza mocny. Oto przykład: 

W czasie silnych upałów (yang), człowiek szuka ochłody (yin), a może to osiągnąć w różny sposób. Chociażby skrywając się w cieniu drzewa, pijąc zimny napój, czy zanurzając ciało w letniej wodzie. Pozornie słabe, podkreślam pozornie słabe yin, okazuje się silniejsze (czasowo dominuje) nad yang, które uważamy za silniejsze od yin.  


Wiedząc, że koncepcja yin i yang zachodzi we wszystkim, co istnieje, nie zapominajmy o tym, że odgrywa ona niezwykle ważną rolę w klasyfikacji produktów spożywczych, ziół i innych artykułów. Ten podział jest niezwykle ważny chociażby dla dietetyków, którzy układają odpowiednie zestawy żywieniowe dla poszczególnych ludzi. Najprostszym przykładem jest podział artykułów spożywczych na rozgrzewające i wychładzające organizm. Nie muszę wyjaśniać, jaki wpływ na rozwój nie tylko fizyczny, ale też duchowy człowieka, ma ta wspomniana przed chwilą wiedza oparta na koncepcji yin i yang.   


Jako ciekawostką chcę podzielić się pewnym spostrzeżeniem, które dotyczy motoryzacji i jest związane z omawianą koncepcją - yin i yang. Doskonale pamiętam słynne amerykańskie "krążowniki szos". Były to duże gabarytowo auta, a ich kształty były "kanciaste", ostro zakończone, czyli yang. Ich era skończyła się dość dawno, ustępując miejsca autom zdecydowanie mniejszym, a zupełnie innych kształtach. Obecnie niemal wszystkie samochody posiadają delikatne, zaokrąglone "obłe" kształty, czyli yin. Oczywiście wpływ na tak radykalną zmianę wielkości i kształtów aut odegrała moda i względy ekonomiczne, ale czy tylko? Niewiele osób wie, że (statystycznie ujmując) obecnie zmalała ilość wypadków aut w porównaniu z tymi, jakie miały miejsce przed laty z udziałem "krążowników szos", w przeliczeniu na 1000 samochodów poruszających się po drogach. Jednym z czynników, jakie przyczyniły się do poprawy bezpieczeństwa, jest... kształt aktualnie produkowanych samochodów. Może zabrzmiało to co najmniej dziwnie, ale jest to faktem. Dodam, że chodzi w tym wypadku o energię kształtów

Nie sposób pominąć milczeniem yin i yang zachodzących w człowieku.  Najogólniej rzecz ujmując kobieta reprezentuje aspekt - yin (żeński), natomiast mężczyzna aspekt - yang 

     Yin                            Yang

Po raz kolejny popatrzmy na symbol yin i yang. Kobieta w swoim pierwiastku yin posiada męski pierwiastek yang i odwrotnie - mężczyzna w swoim yang posiada żeński pierwiastek yin


W tym miejscu należy przypomnieć CARLA GUSTAWA JUNGA - szwajcarskiego psychologa i psychiatrę, który wprowadził do psychologii analitycznej dwa terminy - anima i animus.  

Cytuję za Wikipedią: 

Anima - Kobiecy aspekt psychiki mężczyzny; ideał kobiety istniejący w męskiej nieświadomości. Stanowi wyraz wszystkich tendencji kobiecych w psychice mężczyzny. 
Animus - Męski archetyp w psychice kobiecej; ideał mężczyzny istniejący w nieświadomości kobiety.  


Przeciętny człowiek nie zwraca uwagi na fakt, że jego płeć ma - mówiąc kolokwialnie - "domieszkę" płci przeciwnej. Dopiero wtedy, gdy ta "domieszka" jest znaczna, daje się odczuwać w różny sposób. I tak, kobieta może mieć silnego animusa, z kolei mężczyzna - silną animę. Takie przypadki spotykamy na co dzień i nie stanowią one nic nadzwyczajnego, chociaż mogą stwarzać pewien dyskomfort w codziennym życiu. Posłużę się przykładami:

1. Kobiety numerologiczne Jedynki, czy chociażby Czwórki zazwyczaj posiadają silnego animusa. Są to kobiety o silnej osobowości, którą widać, mówiąc kolokwialnie - gołym okiem. Ubierają się w stroje typu garsonka, noszą spodnie - stroje zarezerwowane dla typowych bizneswoman. Można śmiało powierzyć tym kobietom odpowiedzialne kierownicze stanowiska. Kobieta Czwórka w domu doskonale sobie poradzi z naprawą wyłącznika a także z innymi pracami zarezerwowanymi dla mężczyzny. Kobiety z silnym animusem mogą mieć problem ze znalezieniem odpowiedniego partnera do stałego związku. Często zdarza się, że partner po bliższej znajomości wycofuje się przysłowiowym "rakiem", czując przewagę, presję ze strony partnerki. Jak mogą skorygować - naprawić ten stan rzeczy kobiety Jedynki i Czwórki? Myślę, że zmiana tzw. image (własnego wizerunku) może odegrać istotną rolę. Ponadto zmiana stylu ubierania, a właściwie jego korekta może okazać się istotna. Chociaż z udzielaniem porad różnie bywa. 

2. Mężczyźni z silną animą, to głównie numerologiczne Dwójki i Trójki. Chłopiec Dwójka jest dzieckiem nieśmiałym, nie przejawia inicjatywy do zabawy z innymi dziećmi, przez co jest często wyśmiewany przez rówieśników, a to często powoduje u niego płacz. W tym miejscu uwaga dla rodziców.  Nie wolno tłumić uczuć małej Dwójki! Uwagi typu: chłopaki nie płaczą; czy ci nie wstyd, przecież jesteś chłopakiem, są najgorszą "metodą" wychowawczą. Wystarczy, że ojciec będzie więcej czasu poświęcał synowi, przebywał z nim, a Dwójeczka nabierze pewności siebie. W życiu dorosłym mężczyzny anima jest zaletą, ponieważ większość kobiet pragnie mieć wrażliwego partnera. Pozostając przy temacie partnerstwa, to nie, kto inny jak mężczyzna Trójka ma wielkie powodzenie u kobiet. Jego uroda i delikatność sprawiają, że potrafi zaspokoić nie tylko uczuciowo, ale także seksualnie niemal każdą kobietę. To energia yin (silna anima), którą posiada Trójka, czyni z mężczyzny wyjątkowego kochanka.  


Dobrze jest, kiedy yin i yang są w równowadze, to znaczy, że kobieta i mężczyzna przejawiają aspekty yin a także yang w odpowiednich proporcjach, wtedy obydwie strony żyją w harmonii. Kobieta nie może być słaba, bezsilna, uległa (silne yin, słabiutkie yang) a mężczyzna silny despotyczny, bezwzględny (silne yang i słabiutkie yan). Niestety, zdarzają się właśnie takie związki, które są określane, jako toksyczne. Tylko wzajemne zrozumienie i praca na sobą, są wstanie naprawić taki związek, chociaż nie zawsze to się udaje.  


Gdy brakuje którejś ze stron aspektu yin, powinna zająć się sztuką, czytać chociażby poezję, odwiedzać galerie, słuchać nastrojowej muzyki itp. Natomiast przy brak yang można pójść na siłownię, biegać, jeździć na rowerze, czy też uprawiać sporty walki. 



Osoby bardziej wytrwałe, przynajmniej w minimalnym stopniu praktykujące nauki duchowe, mogą sięgnąć po wypróbowaną metodę, mam na myśli MEDYTACJĘ, w tym wypadku - z symbolem YIN i YANG. Uważam, że bardziej odpowiednim do medytacji jest symbol kolorowy, niż czarno-biały. Przynajmniej takie jest moje osobiste odczucie. Znam to z autopsji. Przede wszystkim mężczyźni medytujący z YIN i YANG odniosą wyjątkowo duże korzyści. Przynajmniej w pewnym (dość ograniczonym) stopniu będą mogli zagłębić się w tajemnice życia wewnętrznego i zewnętrznego kobiety, które nie jest łatwe, by nie powiedzieć mocno skomplikowane. 


Ez[o]