wtorek, 25 października 2011

Victorian Romantic Tarot [9]


SIŁA
Archetyp: Moc
Określenie: Siła – wektorowa wielkość fizyczna, będąca miarą oddziaływania ciał materialnych; oddziaływania te występują za pośrednictwem pól fizycznych (np. pola grawitacyjnego, pola elektromagnetycznego). Istnieją jeszcze inne określenia i znaczenia tego wyrazu. Np. Siła nabywcza ludności; Siła nabywcza pieniądza; Siła nośna; Siła robocza; Siła wyższa, łacińskie vis maior – prawo, zdarzenie pochodzące z, zewnątrz, któremu nie można zapobiec nawet przy dołożeniu największych starań; Siła życiowa, vis witalis, termin wprowadzony w XVI wieku na określenie czynnika nadprzyrodzonego, rzekomo istniejącego w organizmach żywych i warunkującego przebieg zachodzących w nich procesach.  
Powszechna Encyklopedia PWN

Tyle można wyczytać pod hasłem „siła” w encyklopedii. A, że przyjąłem taką a nie inną konwencję, pisząc o kartach Tarota Wiktoriańskiego i nie mogąc jej swobodnie zmienić, często określania encyklopedyczne okazują się mało adekwatne, odbiegające od znaczeń kart Tarota sensu stricte. Siła w potocznym tego słowa znaczeniu, kojarzy się nam z siłą fizyczną, z kimś dobrze zbudowanym, bardzo mocnym (silnym).

Druga kwestia, jaka wynika przy omawianiu Siły, dotyczy kolejności jej umieszczania w Wielkich Arkanach Tarota. W niektórych taliach Siła figuruje, jako Jedenasty Wielki Arkan, a jako Ósmy umieszczana jest Sprawiedliwość. Zmiana ta ma swoje uzasadnienie, ale w niektórych przypadkach, o czym doskonale wiedzą znawcy Tarota.   

Dwie zestawione obok siebie karty Ósmego Wielkiego Arkanu – Siły, są w dużej mierze podobne do siebie. Na obydwu widać kobiety w „towarzystwie” dzikich kotów – lwów. Oczywiście karta po lewej stronie jest „bogatsza” – barwniejsza i bardziej plastyczna od tej po prawej stronie. Patrząc na kartę po lewej stronie, widzimy kobietę w większym „towarzystwie” – między czteroma dorosłymi lwami. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że czuje się ona bezpiecznie, panuje nad zwierzętami, które nie tylko ją akceptują, a wręcz wyglądają jak strażnicy pilnujący swojej pani. Oczy lwicy, która oparła głowę na grzbiecie swojego partnera wypatruję, czy nie zbliża się jakieś niebezpieczeństwo. Rosły samiec przed swoją panią wspiął się na łapach, pokornie otworzył pysk. Tu zadaję sobie pytanie: Dlaczego jest to samiec a nie samica?  Odpowiedź powinien znać każdy mężczyzna. Ileż razy my, mężczyźni przed kobietami zachowujemy się jak ten lew, którego widzimy na karcie. Znam to z autopsji. Jestem zodiakalnym Lwem, który robi groźne miny, porykuje, ale w rzeczywistości moje wnętrze jest miękkie, bardzo wrażliwe, co każda kobieta potrafi szybko rozszyfrować i… już jest po lwie.
Język niewerbalny może nam bardzo wiele wyjaśnić.  W omawianym przypadku, dużo mówi chociażby ułożenie rąk kobiety. Tu, na karcie, delikatnie głaszcze nimi i obejmuje lwa, co świadczy, że opanowała go, nie używając siły fizycznej, która w tym przypadku mogłaby jedynie zaszkodzić. Rozdrażnione zwierzę mogłoby rozszarpać bezbronną kobietę. Panuje ona nad zwierzęcymi instynktami w sposób, który tak do końca, znają tylko kobiety. Podobno używają do tego intelektu, a przed wszystkim intuicji, którą opanowały do perfekcji, co z siłą perswazji powoduje, że „dzikie bestie” godzą się na życie z nimi w pełnej symbiozie. Być może, dlatego opiekunkami dzikich zwierząt, czy ich treserkami są głównie kobiety. Przed wielu laty, kiedy zdarzało mi się bywać w cyrku, widziałem filigranową treserkę [właściwsza nazwa – opiekunkę zwierząt], która popisywała się na arenie ze swoim stadem czarnych panter, które uchodzą za najbardziej niebezpieczne zwierzęta. 
Jak zawsze, na kartach, kolory odgrywają pierwszorzędne, symboliczne znaczenie. Czerwona odsłaniająca ramiona suknia kobiety, niebieski mur za jej plecami, a także jej włosy takiego samego (żółtego) koloru jak lwy – mówią same za siebie.


Przemyślenia. Zjawisko siły towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów i prawdopodobnie będzie ono towarzyszyło nam przez cały czas, dopóki będzie istniała ludzkość. Niestety, ale człowiek często używał siły i nadal to czyni, w celu podporządkowania sobie drugiego człowieka, zniewolenia go. Przeważnie jest to powodem wybuchu wojen, konfliktów między narodami. Ostatnio upadają dyktatury, a ich przywódcy kończą życie w tragiczny sposób. Ich miejsce zajął zrodzony w krajach islamskich terroryzm, który rozlewa się po całym świecie.

Zdaję sobie sprawę, że moje słowa zabrzmią jak oskarżycielska mowa prokuratora, bądź jak song-protest. W myśl powiedzenia: „Pies szczeka a karawana jedzie dalej”, trafią one w próżnię, chociaż nie tak do końca, ponieważ każde wypowiedziane słowo zaczyna funkcjonować, wywołując odpowiednie wibracje, które mogą zakłócać kosmiczną równowagę, bądź ją przywracać. Coraz częściej siła fizyczna kojarzy mi się z agresją, przemocą, gwałtem, które są elementami, wspomnianego przed chwilą terroryzmu. Niemal natychmiast po wydarzeniu, miliony ludzi, za pośrednictwem telewizji, są ich niemal naocznymi świadkami. Z ekranu cieknie krew, słychać głos zrozpaczonych ludzi, płacz matek i krzyk skrzywdzonych dzieci. Jest paradoksem, o którym pisałem wielokrotnie, że
złe wiadomości – to dobre wiadomości. 
Większość ludzi zasiadających przed telewizorami przywykło do takich scen i być może, dlatego nie robią na nich większego wrażenia. Małymi kroczkami idziemy w złym kierunku, ku upadkowi dobrych obyczajów, gdzie poszanowanie drugiego człowieka, spychane jest na margines. Coraz rzadziej włączam telewizor, na korzyść radia, w którym przeważa muzyka, a wiadomości są podawane zwięźle i bez zbędnych komentarzy. Oczywiście, można byłoby wymienić tysiące przykładów pozytywnego wykorzystania siły fizycznej, które są w przewadze i dlatego „Świat się dalej kręci”.

Trudno pominąć milczeniem siłę, której źródłem jest Matka Natura. Jak w przypadku siły pochodzącej od człowiek, podobnie i ta, może okazać się zjawiskiem budującym – służącym ludziom, bądź siłą niszczącą. Mam tu na myśli cztery Żywioły, bez których życie na Ziemi byłoby niemożliwe. Baterie słoneczne są źródłem ekologicznej energii, ale Słońce jest także przyczyną suszy, która dziesiątkuje ludność Afryki i innych tropikalnych rejonów Świata. Owoce morza stanowią pożywienie dla milionów ludzi, ale nie możemy zapominać o falach sztormowych i powodziach, które powodują olbrzymie szkody nie tylko materialne. Elektrownie wiatrowe są przykładem wykorzystania siły wiatru, ale dla równowagi – ten sam wiatr w postaci tornada może zniszczyć całe miasta. Człowiek w sposób rabunkowy wykorzystuje zasoby Ziemi – ropa, gaz, węgiel i inne kopaliny, ale przyroda, co jakiś czas „buntuje się”, dając temu wyraz poprzez trzęsienia ziemi, które oprócz olbrzymich strat materialnych, pochłaniają tysiące ludzkich istnień. Tu, jak w zwierciadle, widać Panią Naturę (Trzeci Wielki Arkan Tarota – WŁADCZYNIĘ – Wielką Kreatorkę), która może „sypnąć plonem”, by za jakiś czas poprzez suszę, doprowadzić do klęski nieurodzaju, do głodu. Dlatego mądrzy ludzie gromadzą zapasy, budują magazyny i elewatory.

Teraz trochę bardziej ezoterycznie. Do tej pory była mowa o sile, która przejawiała się na planie fizycznym, to znaczy, dotyczyła najbardziej grubego ciała, z tzw. ciał subtelnych. Trochę brzmi to dziwnie, ale takie jest nazewnictwo. Pisałem o siłach, które możemy niejako „dotknąć”, poczuć, jako coś, co jest namacalne. Musimy pamiętać, że siła przejawia się także (a w zasadzie – głównie), w ciałach wyższych, bardziej subtelnych, w postaci wyższych wibracji, które przeciętny człowiek może odczuwać, ale nie tak do końca zdaje sobie sprawy, czym one są. Dlatego warto zasygnalizować, przynajmniej w wielkim skrócie ten problem. Znajomość ciał subtelnych jest podstawą profesjonalnej astrologii. Ciałem wyższym od fizycznego, jest ciało eteryczne, które jest niejako „matrycą” dla tego pierwszego (fizycznego). Często zdarza się, że człowiek narzeka: „źle się czuję, brak mi sił, jestem zmęczony”. Może okazać się, że brak sił fizycznych jest pozorny, ponieważ są one, ale zostały niejako uwięzione. A powodem takiej sytuacji jest to, że ciało eteryczne (matryca ciała fizycznego)  jest słabe lub zaniedbane przez swego właściciela. Czy można to zmienić? Nie tylko można, a wręcz – jest to nakaz chwili! Trzeba dbać o kondycję fizyczną, która jest warunkiem dopasowania ciała fizycznego z ciałem eterycznym. Człowiek odczuwający radość z życia, tryskający energią – siłami witalnymi, to oznaka, że energie jego ciała eterycznego są na odpowiednim, wysokim poziomie, że współgrają z ciałem fizycznym.

Silne ciało eteryczne jest niezbędne sportowcom, którzy chcą osiągnąć wysoki poziom wytrenowania. Np. człowiek silny fizycznie, ale ze słabym ciałem eterycznym, jako ciężarowiec nie osiągnie sukcesów sportowych. Będzie się dziwił, dlaczego trenujący obok kolega, dźwiga większe ciężary pomimo tego, że jest od niego słabszy fizycznie. Po prostu – ma mocniejsze od niego ciało eteryczne. Jedna z podstawowych zasad stosowanych w magii to:
Minimum energii – maksimum efektów,
o czym doskonale wiedzą i wykorzystują tą zasadę wielcy mistrzowie sportów walki, np. karate, dżudo i innych. Osobiście preferuję jazdę rowerem, która pozwala mi utrzymywać na pewnym, przyzwoitym poziomie ciało fizyczne – wytrzymałość, kondycję, ale warunkiem tego jest dobre, zadbane ciało eteryczne. Akurat z tym nie mam problemów, ponieważ jestem zodiakalnym Lwem, któremu przyświeca silna energia Słońca. Na często zadawanie mi pytania, dlaczego tyle godzin spędzam na rowerze, odpowiadam krótko – chcę umrzeć zdrowszym (?).  

Klasycznym przykładem słabego ciała eterycznego, jest nadwaga – problem coraz większej ilości ludzi, w tym także Polaków.
Jest jedna podstawowa rada dla otyłych osób  –
ruch, ruch i jeszcze raz ruch na świeżym powietrzu. 
Wychodząc na spacer z Heliosem (moim czworonożnym przyjacielem), niemal każdego dnia, widzę obrazki, które wyglądają – przepraszam za określenie – tragikomicznie. Obserwuję ludzi bardzo otyłych, chodzących z kijkami, którzy wierzą w to, że „zgubią” kilogramy tłuszczu, jakie wyhodowali na swoim ciele. Niektórym, powtarzam – niektórym się to udaje. Widzę, co jakiś czas „nowe twarze”, które zmieniają te, które dotychczas chodziły, ale… zrezygnowały z odchudzania. Jedna z moich sąsiadek wychodzi na „treningi” wieczorami. Powód oczywisty.

Przepraszam wszystkie osoby z nadwagą za mój tak krytyczny stosunek wobec nich, ale prawdy nie da się oszukać, zakłamać. Lepiej zapobiegać, niż leczyć, w tym przypadku nadwagę. Powtórzę jeszcze raz święte słowa Pani Karoliny Myss: „Biografia staje się biologią”. W dużej mierze zależy od nas samych, jakie będziemy mieli zdrowie, ile zachowamy sił na późniejsze lata życia.


Należy pamiętać, że Ósmy Wielki Arkan Tarota – Siła, jest jedną z kart ochronnych. W trudnych chwilach, kiedy potrzebuję wsparcia – siły, wizualizuję sobie tą, piękną kartę i przeprowadzam odpowiednią, przeważnie krótką medytację. Zapewniam, że efekt jest gwarantowany. Jest tylko jeden warunek, że ta operacja magiczna zostanie wykonana bardzo starannie i poważnie, wszak w ezoteryce nie ma miejsca na bylejakość.  

¬

Jak zwykle, na zakończenie ziarnko numerologii.

Karmiczną Ósemkę nazywamy Organizatorem, ponieważ jest osobą, która pamięta o wszystkich urodzinach, imieninach, rocznicach i innych uroczystościach rodzinnych i nie tylko. Ósemka to przyjaciel,  gotowy poświecić swój cenny czas dla innych. To także filantrop, który chętnie dołoży swoją cegiełkę dla zbudowania szpitala, pomoże głodującym dzieciom, itp. Wady innych ludzi oraz ich niewłaściwe zachowanie stara się wytłumaczyć na ich korzyść, mówiąc: „myślę, że nie jest on/ona taka zła, po prostu pomyliła się, następnym razem już tak nie zrobi”.
Ósemka przeważnie ciężko zapracowuje na pieniądze. Jeśli masz pieniądze, możesz je bez najmniejszych obaw powierzyć Ósemce, która być może nie pomnoży ich w jakiś cudowny sposób, ale na pewno też nie straci. Pieniądze poukłada, podzieli je, dokładnie przeliczy, by za jakiś czas powtórzyć tą czynność po raz kolejny. Jeśli Ósemka mówi, że nie ma pieniędzy, to można być pewnym, że to nieprawda, ponieważ nie dopuści do sytuacji, by została „bez grosza”. Jeśli przetrząśniemy kieszenie Ósemki, może nie wyfruną z nich banknoty, ale możemy być pewni, że wypadnie na podłogę kilka brzęczących monet.  

¬

Poniżej zamieszczam filmik z You Tube, zatytułowany Strongman Team Poland - Eliminacje Mistrzostw Świata, który nawiązuje do tematu posta.
Na filmiku widzimy w "akcji" silnych mężczyzn. Jestem prawie pewien, że ci ludzie, na co dzień są skromni, nie rzucają się w oczy – to cechy prawdziwych siłaczy.  Film jest zaopatrzony w fachowy komentarz. 

video


Ez[o] 

wtorek, 18 października 2011

Jesienne dolnośląskie krajobrazy


Każda pora roku jest piękna. Jednak zdecydowana większość ludzi najlepiej czuje się wiosną i latem. Nie trzeba szczegółowo uzasadniać, dlaczego tak się dzieje. Każdy z nas oczekuje nadejścia wiosny, niczym mesjasza, który tchnie w nas nowe siły, doda słonecznej energii, tej niezastąpionej przez żadne inne znane nam źródła. Lato to okres urlopów, wakacji – jednym słowem wypoczynku. To czas zasilania organizmu w niezbędne witaminy, minerały, które czerpiemy z owoców i warzyw. Dziwi mnie, że dość dużo ludzi nie docenia naszych, rodzimych owoców i kupuje te nazwijmy je „egzotyczne”. Korzystajmy z naszych, sezonowych produktów, cieszmy podniebienie truskawkami, jabłkami, kalafiorami i innymi „boskimi darami”, których latem na straganach jest  bardzo dużo.

Jesień kojarzy się z krótszymi dniami, chłodem i wiatrami. Tu wtrącam szczyptę ezoteryki. Jesienne miesiące to niezbyt korzystny czas szczególnie dla ludzi z żywiołu Powierza, tzn. zodiakalnych Wag, Wodników i Bliźniąt, co nie znaczy, że pozostali znoszą go komfortowo. To prawda, ale stwierdziłem na wstępie, że każda pora roku jest piękna. Jeśli ktoś do tej pory nie doceniał uroków jesieni, zapraszam w góry. Mam nadzieję, że zmieni zdanie, ponieważ to właśnie w górach jesień i zima są najpiękniejsze. Być może, dlatego, odwrotnie niż większość ludzi, oczekuję miesięcy jesienno-zimowych. Jesienne dni wykorzystuję, by podczas jazdy rowerem, „napstrykać” zdjęć, które choć w części oddają piękno kolorowych drzew. Szkoda, że oprócz obrazu nie można poczuć zapachu jesieni – zeschłych liści ogrzanych jesiennym słońcem. Z chwilą, kiedy spadnie śnieg, z kolegą Stanisławem robimy wypady, przeważnie w Góry Izerskie.

Jeszcze kila słów na temat kulinarno-warzywny, w okresie jesiennym. Zachęcam do robienia zapasów na zimę. Mam tu na myśli przetwory w słoikach, które zimą nabierają specjalnego znaczenia, a przede wszystkim wyśmienicie smakują. Dla bardziej leniwych zostaje porcjowanie jarzyn i owoców w woreczkach i ich zamrażanie. A najbardziej leniwi pójdą do marketu i kupią słoiczek korniszonów, czy porcję mrożonych warzyw z serii „Spiżarnia Babuni”, czy „Warzywa ekologiczne”. Tylko ze zwykłego lenistwa, nie przeczytają na opakowaniu, co ono zawiera. Podpowiadam, że oprócz niewielkiej ilości podstawowego składnika, znajdują się tam różnego rodzaju polepszacze, konserwanty, barwniki i wiele innych „wynalazków” z tablicy pana Mendelejewa. 

Powracam do jesieni. W tym roku zrobiłem w górach, grubo ponad „setkę” jesiennych zdjęć. Być może nie są to jakieś specjalne ujęcia, które mogłyby zachwycić znawcę fotografii. Ot, po prostu, robię jak umiem, używając do tego Canona C663 – aparatu kompaktowego, nie najwyższej klasy. Miałem zamiar umieścić w tym poscie kilkanaście zdjęć, ale trudność wyboru sprawiała, że skończyło się na 24. Dwa ostatnie zdjęcia są wykonane przez mojego kolegę Stanisława S., tego od zimowych wędrówek górskich.


Jesienna orka pól między Świebodzicami a Milikowicami. 
W głębi widoczna nowa, nieukończona  linia energetyczna.

Wjazd do Dobromierza od strony Chwaliszowa.

  Bolesławice. Tory, po których kursuje szynobus z Jaworzyny Śląskiej do Świdnicy.  

Krajobraz z drogi, która prowadzi ze Szczawna Zdroju do Kamiennej Góry.

 Nowa, jeszcze nieoddana do użytku droga szybkiego ruchu Świdnica – Żarów. 
W głębi widoczna góra Ślęża.

Jesień w Strudze za Wałbrzychem. 
Po prawej stronie drogi płynie potok górski, w którym pływają pstrągi.

Wjazd do Chwaliszowa od strony Starych Bogaczowic.

Jesień w Okolicach Pietrzykowa, wioski wciśniętej między górami, 
na drodze z Chwaliszowa do Dobromierza.

Ta sama droga między Chwaliszowem a Pietrzykowem. 
Jeszcze do niedawna trudno było nią przejechać, 
z powodu bardzo zniszczonej nawierzchni. 
Obecnie jedzie się super - „jak po stole”. Można mocniej depnąć w pedał.

Lokalna, wąska droga między Bagieńcem a Wiśniową. 
Okolice Świdnicy. W Bagieńcu są stawy hodowlane.  
Miejsce, gdzie przyjżdżają amatorzy wędkowania.

Piękne jesienne widoki na drodze z Głuszycy do Rybnicy Leśnej. 
Niestety ale droga jest w fatalnym stanie. 
Rozjechana przez ciężarowe auta, które woziły po niej kruszywo 
z pobliskiego kamieniołomu do Głuszycy.

Widoczny nasyp i tory kolejowe między  Kowalową a Unisławiem  Śląskim. 
Linia ta łączy Polskę z Czechami w Miedzymiesti.

Droga z Kamiennej Góry do Pisarzowic. Okolice Kamiennej Góry.

Droga między Lubominem a Jabłowem. 
Sprawdzian dla kolarzy. Podjazd niespełna kilometrowy, ale dający się we znaki, 
tym, którzy wracają do domu, a mają „w nogach” około stu kilometrów.

Jesień w Górach izerskich podobnie piękna jak i zimową porą.  

Miejscowość Różana. 
Trasa rowerowa z Mieroszowa i Czech do Kamiennej Góry, 
przez Kochanów i Krzeszów, 
gdzie znajduje się bazylika – miejsce wycieczek [głównie z Niemiec].

Jesień w Wałbrzychu [dzielnica Podzamcze].  

Jesienny zachód słońca widziany od strony Stefy Ekonomicznej 
w Wałbrzychu, [w oddali góra Chełmiec]. 

Widok Lubachowa z tamy na rzece Bystrzyca w Zagórzu Śląskim.

Trasa turystyczna w Bystrzycy Górnej, 
biegnąca wzdłuż rzeki o tej samej nazwie – Bystrzyca.


Zapraszam do zwiedzania gościnnej Ziemi Dolnośląskiej,
która jest piękna przez okrągły rok.

Ez[o]  

czwartek, 13 października 2011

Jesień. Czas na... kasztany


Aesculus hippocastanum, to nic innego jak łacińska nazwa kasztanowca zwyczajnego, który jest nazywany kasztanem i znają go niemal wszyscy. Jednak tylko część z nas docenia jego walory lecznicze, a szkoda!

Na wstępie pozwolę sobie na chwilę retrospekcji, powrócę do lat dziecinnych, które wiążą się z kasztanami. Wychowywałem się w miasteczku na Mazowszu, pięćdziesiąt kilometrów na wschód od Warszawy. Naprzeciw drewnianego, pięciorodzinnego domu, rosły dwa dorodne kasztany, po drugiej stronie brukowanej ulicy było ich znacznie więcej – około dziesięciu sztuk. Drzewa te wyznaczały rytm czasu, pór roku. Wówczas, dorośli swoim dzieciom mówili, że wiosną, kiedy zakwitają kasztany, na naukę już jest za późno. Traktowałem te słowa, jako ostrzeżenie, coś w rodzaju uczniowskiej żółtej kartki, które utkwiło mi w pamięci do dnia dzisiejszego. Żółte liście i spadające na ziemię kasztany – to zwiastun jesieni, to czas, który, wspominam niezwykle miło, ciepło. Mam przed oczyma widok dużej ilości kasztanów, które zalegały chodniki i jezdnię. Część z nich była porozjeżdżana, głównie przez furmanki, bo wtedy samochodów było, jak na przysłowiowe lekarstwo. Owoce kasztanów były wspaniałym materiałem, wykorzystywanym przez młodzież na lekcjach, które wówczas nosiły nazwę prac ręcznych. Z kasztanów i żołędzi powstawały ludziki, różne przedmioty, które były oceniane przez nauczycieli. Zajęcia te, oprócz walorów estetycznych, wyrabiały w dzieciach także wrażliwość Tyle wspomnień.

Wiem, że czasy się zmieniają, że zbieranie kasztanów przez dzieci jest anachronizmem i zostało wyparte prze gry komputerowe, bez których obecnie młodzież nie może się obejść. Trudno porównywać i dokonywać ocen, co jest lepsze. Mój częściowy konserwatyzm i zamiłowanie do ruchu, sprawiają, że optuję za pierwszym – zbieraniem kasztanów, wykorzystywaniem ich do różnych celów, co nie wyklucza „odpalania gier” na komputerze. Niestety, ale coraz rzadziej widać rodziców, którzy biorą swoje pociechy do parku, by wspólnie z nimi zbierać kasztany. Wolą jechać do marketu, który stał się miejscem spędzania wolnego czasu. Można i tak!

Kilka dni temu, wraz z kolegą wybraliśmy się „po kasztany”. Między Wałbrzychem a zamkiem Książ jest kasztanowa aleja, po której nie jeżdżą samochody, jedynie, co jakiś czas można na niej napotkać spacerujących ludzi, często z psami. Niestety, ale jedynie my zbieraliśmy kasztany, wzbudzając wśród spacerujących tam ludzi lekkie zdziwienie.

W taki właśnie sposób spędziliśmy ponad dwie godziny na świeżym powietrzu, a jednocześnie nazbieraliśmy po kilka kilogramów, świeżych, dorodnych kasztanów. Co z nimi zrobiłem, jak je wykorzystałem? Może to wydać się śmieszne, ale… z dwóch kasztanów, kliku patyczków i owoców jarzębiny „wyczarowałem” ludzika. Być może nie jest on zbyt urokliwy, ale jest on moim stworkiem, który spodobał się Danusi i Heliosowi. Wiem, że Fairy, która jest mistrzynią rękodzieła, potrafiącą tworzyć różne cudeńka, wykonałaby ekstra-ludzika, podobnie jak Nilral, której inwencja twórcza jest prawie nieograniczona. Być może ktoś jest gotów powiedzieć, że „stary chłop, a zachowuje się jak małe dziecko”. Nie szkodzi. Ludzika nazwałem Franek i umieściłem go na szafce kuchennej przy naturalnym korzeniu, gdzie powinien czuć się dobrze. Ma on pilnować porządku w kuchni i dbać o jakość przyrządzanych tam potraw. Kiedy ulegnie zdeformowaniu, oddam go naturze – wróci tam skąd przyszedł. Sfotografowałem go w różnych miejscach. Doszedłem do wniosku, że tego rodzaju ludziki mogą być wykorzystane, jako volty, przez osoby, których znajomość magii jest na odpowiednio wysokim poziomie. Taki wolt ma wielką zaletę - jest wykonany z naturalnych surowców, w odróżnieniu od tych, które powstały z materiałów sztucznych. Prawdopodobnie, niejedna osoba, która profesjonalnie zajmuje się magią praktyczną, stosuje to, co dopiero teraz odkryłem – wykonuje wolty z kasztana.


Co z pozostałymi kasztanami (około 4 kg.), które przyniosłem do domu? Zostały zagospodarowane – wykorzystane w praktyczny sposób. Żaden nie został zmarnowany. Pamiętając, że należy dzielić się z innymi, część kasztanów wzięła Danusia, część pozostała dla mnie i trzecia część przypadła mojej teściowej Wandzi.

Owoce kasztanów, jak wspomniałem na wstępie, znajdują zastosowanie w leczeniu różnych schorzeń, a także w przemyśle kosmetycznym. W moim przypadku, mają one chronić mnie i moich bliskich przed ciekami wodnymi. Neutralizują negatywny wpływ promieniowania geopatycznego. Spotkałem się z osobami, które podchodzą sceptycznie, trochę z niedowierzaniem, co do skuteczności stosowania kasztanów w celach zdrowotnych. Mogę odpowiedzieć, że jeśli ktoś nie wierzy, niech spróbuje lub … niech da sobie spokój. Powtarzałem i będę powtarzał nadal, że:
Każdy wierzy w to, w co ma wierzyć.

Często ludzie przez swoją niewiedzę lub zwykle niedbalstwo, stosują różne metody ochronne, w sposób niewłaściwy, mówiąc kolokwialnie – robią to „po łebkach”. Czy ktoś jedzący na ulicy, podczas ruchu zapiekankę lub inne „śmieciowe” jedzenie, zdaje sobie sprawę, że ono nie pójdzie mu na zdrowie? Czy ktoś przesadzający kwiatki, niejako z przymusu, zdaje sobie sprawę, że mogą one zwiędnąć? Analogicznie jest ze stosowaniem metod ochronnych, stąd dwie uwagi.

Najczęściej, suche, dojrzałe i nieuszkodzone kasztany umieszczamy pod łóżkiem, na którym śpimy lub w pojemniku na pościel. Jeśli umieszczamy pod łóżkiem, dobrze jest wsypać je do woreczka z naturalnego materiału (bawełna lub len), a następnie zaszyć go. Wykonując tą z pozoru prozaiczną czynność, należy pamiętać, by traktować kasztany, jako coś niezwykłego, jako coś, co ma pomagać naszemu ciału i duszy. Nie wrzucajmy ich do pojemnika na pościel, niczym węgla do piwnicy.

Nie zapomnijmy, że wraz z nastaniem wiosny, trzeba kasztany wyjąć, by zrobić miejsce na nowe, które włożymy jesienią. Te zanieczyszczone – niejako zużyte, też należy odpowiednio potraktować. Według mnie, niewskazane jest, by wyrzucić je ze śmieciami. Otrzymaliśmy kasztany od natury - oddajmy je z powrotem naturze, która będzie wiedziała, co ma z nimi zrobić. Najlepiej zanieść tam, skąd je wzięliśmy i wysypać pod drzewem. Można też zakopać je w ziemi, by stały się nawozem. Sposobów jest wiele, ale nie traktujmy ich na równi ze zwykłymi śmieciami.

Kasztany możemy wykorzystywać na wiele sposobów. Danusia – moja żona, kładzie je pod poduszkę, z kolei ja noszę je w kieszeni niemal przez całą zimę. Kładę także na książkach, trzymam w bieliźniarce, a nawet w szafie. Powtórzę pytanie sceptyków: Co to daje? Radzę spróbować „zaprzyjaźnić się” z kasztanami, które na pewno nam nie zaszkodzą, a w wręcz odwrotnie – pomagają, o czym przekonuję się od wielu lat.


W tej chwili, kasztanów pod drzewami jest jeszcze bardzo dużo. Tylko należy pamiętać, żeby zbierać je w miejscach nieskażonych spalinami samochodowymi, czy też innymi zanieczyszczeniami.

Ez[o] 

piątek, 7 października 2011

Moralne dylematy


Ktoś powiedział, że życie nie znosi pustki, o czym doskonale wiedzą ezoterycy, i nie tylko oni. Zanim przejdę do głównego wątku, chcę przypomnieć prawdę, że:

Śmierć rodzi życie, a życie prowadzi do śmierci.

Po raz kolejny było mi dane, doświadczyć tej prawdy w dniu wczorajszym. Przed południem dotarła do mnie smutna wiadomość. Zadzwoniła moja żona – Danka, powiedziała, że na wiacie przystanku autobusowego jest klepsydra, na której widnie imię i nazwisko mojego przyjaciela. Mój stosunek do śmierci zmieniał się przez wiele lat, aż w końcu zrozumiałem, że każdy z nas musi stanąć przed nią „oko w oko”, co przyjmuję z pokorą i pełną akceptacją. Jednak każda wiadomość o odejściu ze „świata żywych” kogoś znajomego, wywołuje dreszczyk emocji. Ten, który odszedł trzy dni temu, był moim kolegą od niedawna. Poznaliśmy się w szpitalu, na izbie przyjęć. Dzieliliśmy jeden pokój, tego samego dnia poddaliśmy się zabiegom chirurgicznym, by tego samego dnia opuścić szpital i wrócić do domów na tym samym osiedlu. Niedawno byłem gościem w Jego domu. Powiedział mi, że jest śmiertelnie chory – dopadła go choroba, która dziesiątkuje ludzi, chodzi o nowotwory. Zauważyłem, że jest pokorny wobec choroby, zachowywał spokój, pogodził się ze swoim losem. Był osobą, której ufałem bezgranicznie, był moim wielkim przyjacielem, chociaż znaliśmy się tak krótko.
Po godzinie osiemnastej otrzymałem sms-a od męża bardzo bliskiej mi osoby, a dotyczył - M*, która wczoraj, po godzinie szesnastej… urodziła synka. Wiem, że jest długi - 60 cm. i waży 4,20 kg. Kawał chłopa. Karmiczna „Trójka”. Wiele osób dzisiaj cieszy się – rodzice, przyjaciele, znajomi i oczywiście ja, ten który czekał na tą radosną wiadomość. Tak oto smutek miesza się z radością, łzy żalu - ze łzami radości.


Teraz mogę spokojnie przejść do głównego tematu.

Tydzień temu, a konkretnie w niedzielę, wybrałem numer telefonu do znajomego, by dowiedzieć się o stan jego zdrowia, które od pewnego czasu mocno szwankuje – ma problemy z nogami, które odmawiają posłuszeństwa. Tu można przywołać słowa pani Karoliny Myss, która powiedziała między innymi, że „Biografia staje się biologią”. Jakiś czas temu, panu M. [tak go nazwijmy], starałem się pomóc, ulżyć jego cierpieniom, używając do tego celu nikramu. Efekty były, może nie imponujące, ale mówiąc delikatnie – napawały optymizmem. Cóż, kiedy pan M. do dnia dzisiejszego nie może uwolnić się od nałogu palenia papierosów.

Telefon odebrała żona tego pana. Okazało się, że M. znajduje się w klinice, gdzie poddawany jest szczegółowym badaniom medycznym. Wysłuchałem monologu, który był opisem ukazującym drogę pana M. do wspomnianej kliniki. Pan M. jest człowiekiem, którego określam mianem „dziwaka”, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jego wynalazki, trochę szalone, wprawiają ludzi w zdziwienie, a niekiedy zachwycają swoją oryginalnością, jednak ich zastosowanie na szerszą skalę nie wchodzi w rachubę. Potrafi on nadzwyczaj łatwo nawiązywać kontakty z ludźmi, z tzw. „wielkiego świata”. Ktoś wpływowy, który poznał pana M., zapytał, co jest powodem, że ten kuleje? Kiedy poznał przyczynę, zadeklarował, że zupełne bezinteresownie mu pomoże. W ten oto sposób, znalazł się on w szpitalu klinicznym na naddziale chirurgii. Niby sprawa banalna, jakich tysiące spotykamy każdego dnia, ale nie tak do końca.

Żona pana M.monolog zakończyła słowami, które mogłyby zaskoczyć niejedną osobę. Powiedziała, że z jednej strony – jest zadowolona, że jej mąż znalazł się pod opieką specjalistów, którzy być może pomogą mu. Z drugiej strony [cytuję]:

„Mam wielką złość, że tam się znalazł. W sytuacji, kiedy setki ludzi czeka w kolejce, by trafić do szpitala, „mój stary” został przyjęty poza kolejnością – po znajomości. Jest to niesprawiedliwe, z czym się nie mogę zgodzić”.

Powiedziała mi, że jeśli byłaby na miejscu męża, to nie powstrzymałaby się [jak określiła] od: „wygarnięcia im całej prawdy”. Odzwierciedleniem tego, co czuje i przeżywa ta pani, jest Piątka Mieczy [pyrrusowe zwycięstwo], którą zamieściłem powyżej. Później nastąpił dialog, którego nie będę przytaczał. Starałem się wytłumaczyć tej kobiecie, że żyjemy na Ziemi, gdzie obowiązuje prawo ziemskie, które staje się coraz bardziej ułomne, że Prawo Boskie, bądź Prawo Kosmiczne [jak je nazywają inni] – wcześniej, czy później dosięgnie każdego z nas, ale niestety tylko nieliczni o tym wiedzą, bądź nie chcą wiedzieć.

Kiedy słuchałem żony pana M., pomyślałem o ludziach, którzy urodzili się z tzw. numerologią mistrzowską. Niektórym z nich, wydaje się, że słowo „mistrzowska” oznacza coś, czym mogą chwalić się przed znajomymi. Jednak, raziłbym się powstrzymać, ponieważ zostali oni przez Stwórcę wyróżnieni, wyznaczeni do wykonania na Ziemi trudnej misji. Nie wszyscy „mistrzowie” są w stanie sprostać zadaniom, służenia Bogu lub ludziom, a wtedy ich rola sprowadza się do liczb podstawowych. Z dużym prawdopodobieństwem można domniemywać, że żona pana M. to numerologiczna -33. 


W zasadzie, już mógłbym zakończyć ten artykuł, pozostawiając wiele pytań bez odpowiedzi. Jednak w skrytości duszy, stawiam je sobie: Czy człowiek w „obecnym świecie”, może żyć etycznie, w pełnym tego słowa znaczeniu? Czy skorumpowanie mnie nie dotknęło? Czy można znaleźć przynajmniej jednego polityka [parlamentarzystę], który żyje etycznie? Obawiam się, że wśród osób, które z wykształcenia są etykami, nie wszyscy zachowują się w pełni moralnie. Zwykło się mówić: Jak nie wiesz jak żyć – żyj uczciwie. Tu, jak w krzywym zwierciadle widać ułomność nas - ludzi, naszą niedoskonałość. Wiem, że słowa te mogą wywołać lawinę krytyki pod moim adresem. W swoim [dość długim] życiu umoralniali mnie ludzie, którzy po jakimś czasie okazywali się tzw. „farbowanymi lisami”, z etyką nie mieli nic wspólnego. Chociaż muszę przyznać, że spotkałem na swojej drodze wielu prawych, szlachetnych ludzi, którym wiele zawdzięczam, którzy wywarli na mnie wielkie wrażenie. Teraz, po latach żałuję, że nie zawsze potrafiłem ich wysłuchać do końca.  

Ez[o] 

sobota, 1 października 2011

Victorian Romantic Tarot [8]


RYDWAN
Archetyp: Wymarsz bohatera.
Określenie: Rydwan [niem.]: 1. Starożytny pojazd konny, dwukołowy, o nadwoziu w postaci niewielkiej platformy, z osłoną z przodu i boków, przeznaczony dla 1 lub 2 wojowników, powożony z pozycji stojącej; używany do walki oraz podczas triumfalnych wjazdów po zwycięskiej bitwie; opisanemu wozowi nazwę „rydwan” nadali mylnie polscy historycy w XIX wieku, a utrwaliła literatura piękna; w starożytnym Rzymie rydwany dwukonne nazywano bigami; czterokonne – kwadrygami; 2) w wieku XVII-XVIII w Polsce popularny czterokołowy, duży wielokonny, kryty skórą wóz podróżny do przewozu ludzi lub transportu towarów.
Powszechna Encyklopedia PWN

Siódmy Wielki Arkan Tarota jest często jest nazywany arkanem kierunkowym. W poprzednim arkanie, nasz bohater [Wędrowiec] stał przed dylematem – pozostać przy rodzicach, czy zdecydować się na wymarsz z domu, w którym się wychował. Jak uczy życie – zdecydowana większość, znajduje partnera/partnerkę, z którą postanawia iść przez życie – założyć rodzinę, mieć dzieci, które należy wychowywać, zapewnić im warunki do nauki, a późnij być przygotowanym na to, że… opuszczą rodzinny dom. Dotychczasowe karty przedstawiały obrazy [raczej] statyczne, by w Siódmym Wielkim Arkanie ukazać dynamiczną scenę, niekiedy trochę brawurową, w której rydwanik popisuje się swoimi umiejętnościami.

Jak zawsze, zestawiam obok siebie dwie karty, by mieć możliwość ich porównania. Te z prawej – z talii Rider Tarot, posiadają wiele symboli, wyraźnie zaznaczonych, natomiast w kartach z lewej strony, – w Victorian Romantic Tarot, symbole skrywają się w subtelny sposób, w plastycznych, barwnych obrazach, które za każdym razem odsłaniają coś nowego, coś, czego do tej pory nie było nam dane zobaczyć. Dlatego uważam, że talie Tarota typu Victorian Romantic są stworzone głównie do medytacji, co nie wyklucza stosowanie ich do dywinacji. W telewizorze, widziałem wróżkę, która Tarota Medytacyjnego – Mandala Duszy używała do rozkładów.

Najczęściej w Siódmym Wielkim Arkanie mamy możliwość oglądać rydwan poruszający się po ziemi. Tu natomiast widzimy go w powietrzu, który jest nieco „zmodyfikowany”, a rydwanikami są… Kobiety. Od razu nazuwa się pytanie: Czy chciałbym spróbować jazdy w tym udziwnionym pojeździe? Bez wahania odpowiadam – Tak, chciałbym. Warto byłoby podjąć ryzyko, dołączyć do grona czterech Kobiet, zajmując miejsce obok Nich. Napęd rydwanu stanowią stworzenia z krainy fantazji – „uskrzydlone psy”. Ich otwarte pyski z wyraźnie widocznymi ostrymi zębami świadczą, że kierowanie nimi wymaga niezwykłych umiejętności, co w połączeniu z dynamiką jazdy, staje się jeszcze trudniejsze. Rydwan kieruje się w kierunku Ziemi. Istnieje niebezpieczeństwo, że „lądowanie” – moment zetknięcia się z Ziemią, może być – mówiąc najdelikatniej – „dosyć twarde”. Kiedy popatrzymy na koła rydwanu, to okaże się, że wyglądają one masywnie. Można być spokojnym o to, że wytrzymają próbę lądowania. Pozostałe elementy rydwanu są mało widoczne, ponieważ zakrywa je, zwiewna, niebieska suknia „główno powożącej”. Za jej placami stoi druga z Kobiet, która dzierży w ręce cienką, czarodziejską pałeczkę. Ma ona na głowie welon, który symbolizuje czystość i jeszcze coś więcej. Dwie pozostałe „pasażerki” tego rydwanu mają na sobie ubrania w różnych kolorach. Jedna jest w sukni o barwie biskupiej – fioletowej, co może świadczyć, że jest ona osobą niezwykle uduchowioną. Druga z nich ma strój takiego samego koloru, jak zaprzężone zwierzęta. Czyżby to właśnie Ona miała z nimi kontakt duchowy, a może i psychiczny, a co za tym idzie - kierowała nimi z tylnego miejsca? [Ciekawy temat do medytacji]. Każda z Kobiet odpowiada za bezpieczeństwo jazdy – ich role są podzielone tak, żeby szczęśliwie dotrzeć do celu. Można być spokojnym, że podróż skończy się szczęśliwie. Wszystkie Kobiety panują nad instynktami zaprzężonych zwierząt, nie używając do tego siły fizycznej, która mogłaby stać się przeszkodą bezpiecznej podróży. Uzupełnieniem tego obrazu jest piękne niebo, a na nim ubywający Księżyc [Bogini Śmierci – Hekate], od którego rydwan się oddala, pędząc ku Ziemi.

Przemyślenia. Wydaje mi się, że każdy z nas jest rydwanikiem, przynajmniej w ograniczonym zakresie. Małe dziecko, które jedzie rowerkiem, pod czujnym okiem rodziców, musi ze swojej strony zachować ostrożność, by nie upaść i nie nabić sobie guza. Pozostając przy rydwanie – rowerze, jest mi dane, kilka razy w ciągu roku oglądać rydwaniczki, które ścigają się na rowerach górskich [MTB]. Ich jazda jest wyczynem, obarczone wielkim ryzykiem. Karkołomne zjazdy [nie ma w tym żadnej przesady], jakimi jest najeżona trasa, wymaga od nich żelaznej kondycji, a nade wszystko – przez cały czas zawodów – pełnej koncentracji. Po zakończonym wyścigu, widać na ich twarzach olbrzymie zmęczenie, a na ciałach liczne siniaki, a nogi, często poranione do krwi. Są one dla mnie idolami, których „wyczyny” dopingują mnie do ostrej jazdy rowerem na szosie.
Buntuję się, kiedy na drodze pojawia się kseudo-kierowca, który swoją głupotą [mówiąc najdelikatniej] sieje popłoch i strach wśród innych użytkowników drogi. Jeszcze gorzej, kiedy za kierownicą siedzi pijak, który wiezie swoją rodzinę! Odpowiedzialność w tym momencie spada na wszystkich, którzy znaleźli się w „trumnie na kołach”. Określenie może mało estetyczne, ale cała ta sytuacja, o której piszę jest wprost dramatyczna. Na świecie zanika piractwo morskie, ale zastępuje je nowe, o wiele groźniejsze – piractwo drogowe, którego żniwem są tysiące rannych i zabitych. Kiedy byśmy zaproponowali piratowi drogowemu, by wypił kieliszek alkoholu, ostrzegając go, że w jednym ze stu, jakie są przed nim, jest śmiertelna trucizna, to nie odważyłby się go wypić.  Skąd ten strach, kiedy siadając pijanym za kierownicą, podejmuje podobne ryzyko, zakładając [skromnie], że co setny z nich ginie w wypadku, jednocześnie narażając inne osoby na szwank? Wyrażam zdziwienie, że z tą niebezpieczną, narodową plagą, nie mogą sobie poradzić ludzie, którzy ustawowo są zobowiązani do jej zwalczania. Niestety, ale wśród nich – prokuratorów, policjantów, parlamentarzystów zdarzają się piraci drogowi, którzy często zasłaniają się immunitetami, by w ten sposób uniknąć kary. Te słowa są moim protestem, który głoszę przy każdej nadarzającej się okazji. Ale.. „Pies szczeka, a karawana [piratów drogowych] jedzie dalej [każdego dnia]”.
Dla równowagi, powracam do innego rydwanu, który porusza się w powietrzu i jest znacznie wiekszy, niż ten nasz tarotowy. Mam na myśli samolot pasażerski, który jest w stanie zabrać na pokład setki ludzi i tony ładunku. Podróżni przeważnie nie myślą o tych, którzy zasiadają za jego sterami. W kokpicie znajdują się najwytrawniejsi rydwanicy, którzy często swoim wiekiem nie przekroczyli „czterdziestki”. Coraz częściej za sterami można zobaczyć kobiety, które świetnie sprawdzają się, jako piloci. To właśnie w rękach tych rydwaników spoczywa życie i bezpieczeństwo setek ludzi. W przypadku zagrożenia, ci rydwanicy, potrafią zachować spokój i są gotowi tak zadziałać, by samolot bezpiecznie wylądował, by nie spadł na ziemię, żeby tony żelastwa nie stały się zbiorową mogiłą.
Paradoksem jest to, że prawdziwych bohaterów, którzy dzięki zachowaniu „zimnej krwi”, uratowali życie setek ludzi, telewizja rzadko pokazuje. Przeważnie, jest to kilkunastosekundowa migawka, nazywana z angielskiego - newsem, gdzie na pierwszym planie widać tłoczących się dziennikarzy z mikrofonami, a gdzieś między nimi „cichy bohater”. Natomiast pijany kierowca, w telewizorze jest pokazywany niemalże we wszystkich wiadomościach, aż do znudzenia. Ten człowiek nie czuje się przestępcą, wręcz urasta do do roli bohatera, a tak naprawdę jest pospolitym zbrodniarzem, ponieważ dopuścił się przestępstwa, które jest kwalifikowane w kodeksie karnym, jako zbrodnia. Uważam, że najczęściej prawdziwi bohaterowie pozostają bezimienni, ukryci gdzieś w cieniu wydarzeń. Na ich plecach żerują zwykli cwaniacy, którzy potrafią zbić dla siebie jakiś kapitał.
Oczywiście jest wiele różnych rydwanów i wielu rydwaników, którzy zasługują na słowa pochwały, chociażby załogi pogotowia ratunkowego, strażacy, GOPR-owcy ze swoimi toboganami. A, tak naprawdę – jak zaznaczyłem na wstępie – większość z nas jest większymi, czy mniejszymi, ale… rydwanikami.

Filmik z You Tube. "Ładna pani kapitan Airbusa". 

video

¬

Jak zwykle, na zakończenie trochę numerologii.

„Siódemki” to osoby, które ze zrozumiałych względów, mają wpisany w swoje życie – ruch, który jest ich „siłą napędową”. Kobiety „siódemki” mają duże wymagania wobec swojego partnera. Musi to być mężczyzna, który jest nie tylko dobrym kochankiem, ale musi być towarzyszem do wszystkiego - pójdzie wspólnie do teatru, na wycieczkę, wysłucha razem muzyki, itp. Tylko takich mężczyzn jest niewielu, dlatego, dość często ich pierwszy związek okazuje się przysłowiowym „niewypałem”.
Wszystkie „siódemki” to ludzie, którzy nie przykładają większej wagi do materii, nie są niewolnikami pieniądza, który dość łatwo do nich lgnie.


Ez[o]